1 września 2010
Nadejszła wiekopomna chwila…. Stało się. Obchodzę urodziny. Idealny dzień na refleksję, tym bardziej, że chyba skończyły się wakacje i szaleństwo z gośćmi. Wczoraj odjechała Elena z Kaliningradu, która odwiedziła mnie ponownie. I faktycznie: żaba to nie łybuszka tylko ljaguszka:))) Torba jestem i tyle. Niejaki pan Leszek wpisał się, że to ljaguszka i zapytałam Elenkę, jak to było. Pan Leszek nie pisał, żem torba, to już odautorski komentarz.
Długo nie pisałam, bo po prostu non stop byli goście, a ja jeszcze musiałam pracować. Mam jeden wniosek: muszę być bardziej zorganizowana jak na babę z zadupia. Wczoraj padało, a moje zapasy są skurczone i miałam je uzupełnić. Zwłaszcza psie żarcie. Jednak w redakcji zeszło mi się dłużej, więc popatrzyłam w niebo i stwierdziłam:
- Eeee… tak dzisiaj pada, jutro zrobię zakupy… I tak muszę przyjechać do lekarza.
Taaa…. Padało, padało, padało…. Całe popołudnie, całą noc, cały ranek i nadal pada… I już nie wyjadę z domu, bo nasza „droga do asfaltu” nadaje się tylko dla amfibii. Dobrze, że jeszcze internet działa… I że apteka jest blisko redakcji, więc na wsi słuczaj kupiłam leki na przeziębienie, bo mnie połamało. No, i dupa.
Aha, powiem jeszcze, że mnie dziwna rzecz spotkała, może nawet przykrość, nie wykluczam. Od kiedy mnie w środku nocy ustrzelił fotoradar w Wiśniewie, nie kryję pogardy do tych bezdusznych urządzeń. I złośliwości robię. Jak przejeżdżam koło fotoradaru, to szczerzę zęby w uśmiechu przyjaźni. I gdy tak jechałyśmy z Elenką do Białegostoku, to widząc fotoradar zwolniłam do 50 km/h i z triumfem spojrzałam w oko kamery szczerząc zęby jak głupi do sera. A, co! A róbcie zdjęcia, swołocze! No i on pstryknął. Cholera jasna! Może tam było do 40 km/h? I ustawili na styk? Ale będę miała zdjęcie, niech to szlag trafi. Chyba nawet migdałki mi będzie widać. A Elenka mało nie spadła z fotela, tak ryczała ze śmiechu.
No dobra. Jestem dziś uwięziona na zadupiu i kombinuję, czym będę karmić psy jeśli nie przestanie padać. Ale już wiem: jak deszcze idzie, śnieg zaczyna prószyć, mgła opada – nie ma opcji „zrobię to jutro”!. Dobrze, że mam wino urodzinowe i zamrożone truskawki. Ale miał być, co prawda, szampan. Który miałam kupić „jutro”, ofkors.
PS
ZOBACZCIE! Znalazłam urodzinowy prezent normalnie! Jak cudna recenzja! Zamieszczam link. I popatrzcie tylko, kto jest autorem tej recenzji. Robi wrażenie:)) SERDECZNIE dziękuję za te przemiłe słowa o książce pani Bernardetto!!!!
http://bernadettadarska.blog.onet.pl/Silne-i-wrazliwe-M-Zaczynska-J,2,ID412315844,n
PS2
Ooooo!!! Zobaczcie sami! mam urodziny na nakanapie.pl!
http://nakanapie.pl/forum/autorzy/734/autorzy-urodzinowo-dla-nakanapie-pl#t1283354339