Archive for październik, 2008

admin

6 października 2008

Ale pióro!To jest pan Witold Rzążewski. Niesamowity człowiek. Zapowiedział się tajemniczo do redakcji. Myślałam, że to czytelnik, który przychodzi ze sprawą na interwencję. Tymczasem pan Witold dorwał „Gonić króliczka” u Tadeusza Goca i…

Przyniosłem pani to pióro, własnoręcznie zrobione, żeby pani nie poprzestała i napisała drugą książkę – powiedział uroczyście.

O jasny gwint! Wzruszyłam się i aż usiadłam. Pan Witold opowiedział trochę o sobie. Ma prywatną galerię, rzeźbi i podróżuje. Mieszka pod Siedlcami. Koniecznie muszę go odwiedzić! I po co tu wymyślać różne postacie, skoro życie styka nas z takimi pozytywnymi oryginałami?!

Na zdjęciu możecie zobaczyć pana Witolda i pióro. Wisi ono teraz w moim domu i emanuje dobrą energią. I wiecie co? Chyba dało mi kopa, bo na gadu-gadu znowu pojawia się mój opis: ZABIŁ KAMERDYNER. Dla niewtajemniczonych: to hasło oznacza, że jestem właśnie w szale twórczym, więc jeśli ktoś chce coś ode mnie, to tylko wtedy, kiedy NAPRAWDĘ musi. Ha!


admin

4 października 2008

szalona traktorzystkaNa początku nic nie działało i nie chciało ruszyć. A potem, jak ruszyło, to nie wiedziałam, jak zatrzymać. Zwiało mi z głowy uszankę (seledynową z szarym puszkiem), ale bachor mi przyniósł kapelusz, bo powiedział, że zdjęcie będzie robił i mam wyglądać. I tak odpaliłam kosiarkę – traktorek. Zgodnie  z obietnicą, że w moim wieku, to już się dupę, za przeproszeniem, przy byle okazji, wozi. Ha!To było świetne odreagowanie obsług, które mi szef zlecił. Kurde! Dobił mnie, ale nieświadomie. Na pewno chciał dobrze.

Wczoraj moja forumowa koleżanka Literatka – Madzia Witkiewicz debiutowała powieścią „MIlaczek”. Trzymam za nią kciuki. Jej książka jest przezabawna! Toczy się wartko, śmieszy do łez, łyka się ją za jednym posiedzeniem. Madzia to szalona kobietka, która z koleżankami wybrała się na Kilimandżaro. Książkę pisała między jednym wyżynającym się ząbkiem Lilianki (jej córeczki), a drugim. Czyli ząbkowała razem z pociechą. Tylko bardziej twórczo. „Milaczkiem” zachwyciła się Monika Szwaja i wydała ją w swoim Wydawnictwie SOL. Ilustrację na okładkę książki zrobił Henryk Sawka! Madzia jest w czepku urodzona. To pogodna, przesympatyczna dziewczyna. Przeczytajcie „Milaczka”, bo warto!

Strasznie bym chciała gościć wszystkie moje forumowe koleżanki na Smoczym Pole. Przecież oprócz zdjęć na obwolutach książek, nie wiem nawet, jak wyglądają! Znam je z forum LITERATKI, gdzie wymieniamy się pisarskimi troskami, powodzeniami, porażkami. Wiem tylko, że są taktowne, ciepłe, kulturalne, zabawne. I to mi wystarczy. Mogę nawet zrobić dla nich wyjątek i wsadzać kanapeczki w głodne dziubki.  To tak apopos pewnego mojego gościa, który przyzwyczajony do splendorów i tego, że zawsze jest w centrum uwagi, nie mógł znieść całkiem podrzędnej roli na spotkaniu z moimi znajomymi na Smoczym Polu. Siedzimy, rozmawiamy, a gość od czasu do czasu rzuca w przestrzeń:

– …Głodzą tu…

Dziwne, zważywszy, że stała przed nim  misa pełna wędlin i pajd chleba. Baśka tylko się domyśliła i szepnęła mi do ucha:

Ty… on chyba chce, żeby mu kanapkę zrobić…

Zrobiłam. Wszyscy inni sami się nieźle obsługiwali. Gość coś mruknął, kanapkę wziął, a za chwilę spojrzał gdzieś przed siebie i zowu westchnął:

…Pić tu nie dają…

Oczywiście stała przed nim otwarta butelka piwa (które sam przywiózł) i przygotowany kufel. Baśka nic mi nie musiała tłumaczyć. Nalałam.  Na gościnne gryzienie co twardszych kęsów kanapki nie zdecydowałam się. Gość wyjechał, a ja zostałam z przekonaniem, że fatalna ze mnie gospodyni. Tym bardziej, że miałam na końcu języka:

Wyjdźmy, kurde, za stodołę i dajmy sobie po pysku. Będzie lepiej.

Ale, Literatkom, to mogę osobiście wszystko nalewać, kroić, układać i wsadzać do pysia. Oczywiście, o ile nie spojrzą na mnie jak na wariatkę. Bo normalne są.


FireStats icon Działa dzięki FireStats