Archive for styczeń, 2009

admin

4 stycznia 2009

Ooooo raaanyyy! Koniec laby. Jasna cholera! A było tak fajnie…

Laba przerwała mi się chwilowo w piątek. Pojechałam do redakcji, by na miejscu płodzić raport o karnawale – jak, gdzie i w czym można go spędzić w Siedlcach. I to był dzień wielkiego poczucia winy. Pierwszy cios w serce otrzymałam od Krzysia, który wdzięcznie i niewinnie stanął w drzwiach i zapytał słodko:

Masz coś dla mnie?

Oczywiście chodzi o niusy na stronę powiatową.

Przyznałam, że nie mam, bo od świąt byłam na urlopie. Ale serce mi zakrwawiło, bo odmawiać komuś, kogo się kocha szczerze, to ból wielki. Tym bardziej, że dla Stasia (drugi sekretarz redakcji odpowiadający za część magazynową) jednak pisałam, no nie?

Potem przez redakcję przeleciał jak błyskawica Szef. Omijał mnie wzrokiem. Rozumiem. Jak mogłam wziąć urlop i to w tak pogiętych pod względem składania gazety dniach? No to ja też unikałam kontaktu wzrokowego i udawałam, że mnie nie ma. Ale poczucie winy gniotło niemiłosiernie.

Dobiła mnie Justyna, która przysłała mi na gg zdumione pytanie:

Co ty tam robisz????

Justyna też wzięła urlop, ale była na tyle mądra, by nie narażać sumienia nagłym wypadem do redakcji.

Kurde! Nie mogę rozpoczynać roku od poczucia winy! Tym bardziej, że obiecałam sobie, że wrzucę na luz. Jeszcze w styczniu jadę na narty, na przykład. To jedno z postanowień noworocznych. Drugie, to odwiedzić Anię z Sanoka. Nie w styczniu, bardziej w lato chyba. (Guciowa też się napaliła, więc chyba razem wpadniemy do Sanoka). Trzecie – to cudnie się bawić na wystawie psów w Gdyni: z moją Wiolcią, kochaną Basią, Kasią  (sędzią od terierków), z chłopakami: Jacusiem i Piotrem, z Jadwigą od seterów, Elą i Marcinem, z Janeczką. No i czwarte – dokończyć drugą książkę. (Oj, tu to od poczucia winy chyba się łatwo nie wymigam: ciągle piszę za mało!).

A podsumowując miniony rok to, kurde, jestem chyba na plusie… Najważniejsze, to moi Nowi Przyjaciele! Marcin Wroński, Martusia Kucharz z Red Horsa, Ania z Sanoka. No i moje kochane Literatki!

Acha, zakupem roku okazała się zmywarka. Ludzie! Jak ja mogłam bez niej funkcjonować? Przebiła nawet mój traktorek kosiarkę.

Oj, i nie wiecie jeszcze jednego… Kiedyś pisałam, że Tinę to chciałam adoptować, tak ją pokochałam, gdy była u mnie rok temu na praktykach przy koniach. Ale, że ma mamę, to jakoś głupio było… No i wyobraźcie sobie, że Tina i Bachor pokochali się w tym roku jak wariaty! Adopcja poprzez Bachora okazała się łatwiejsza. Ale, sami widzicie, że 2008 był cholernie dobrym rokiem!


FireStats icon Działa dzięki FireStats