Archive for Listopad, 2009

admin

17 listopada 2009

Ludzie! Cieszę się niemożebnie, bo nasz kochany Marcinek Wroński już po raz drugi został nominowany do NAGRODY WIELKIEGO KALIBRU! To najważniejsze polskie wyróżnienie dla twórców literatury kryminalnej i sensacyjnej! Rok temu nominację otrzymał za „Komisarz Maciejewski. Morderstwo pod cenzurą”, a teraz za „Komisarz Maciejewski. Kino Venus”. Hura! Hura! Hura!

Wyobraźcie sobie, że tylko SIEDEM z wszystkich polskich książek tego gatunku  z 2008 roku zostało nominowanych! No i co? Czyż Marcin Wroński nie jest wspaniały? Rozstrzygnięcie nastąpi 28 listopada. Trzymajmy kciuki za Marcina.

Marcin! Kochamy cię! A „Kino Venus” jest rewelacyjną powieścią! Czytałam ją już dwa razy!

admin

15 listopada 2009

No, i dzieje się sporo. W  13, w piątek, pojednaliśmy się z prezydentem Siedlec, tym, co nie chciał mi uścisnąć ręki. Zaskoczył wszystkich, bo podszedł i zapytał:

- Czy mogę panią ucałować?

No i zrobiliśmy publicznie „misia”. Trochę mi lżej, bo nawet go lubię, a po tym incydencie, jakoś trudniej było z tym lubieniem. Ale, ja nie o tym…

Tinę i bachora naszło,  że ciastka zrobią. Od razu zastrzegłam, żeby na nie liczyli i nie patrzyli, bo ja tej dyscypliny  nie uprawiam. Odżegnałam się od niej z paniką w oczach. Nie robię ciast, nie piekę, nie porywam się.

Ratunkiem okazała się Justyna, która na gadu-gadu udzielała instruktażu: czego, ile i po co. No i potem padł pamiętny dialog.

Tina: – Karol, gdzie macie stolnicę?

Bachor: – …? … A co to jest stolnica?

Tina: – Oooo! Jakie to słoooodkie, on nie wie, co to stolnica! Oooo!

Bachor ( z lekką paniką): – Matka, gdzie mamy stolnicę?

Matka: – Głupi jesteś? Odczep się!

Stolnica! Też coś!

Poradzili sobie, ciastka ulepili na blacie i zaczęły się tortury, bo jestem na diecie 1000 kalorii. No i złamali mnie! Powiem wam: w życiu nie jadłam tak dobrych ciastek! Z moich obliczeń wynika, że każde ma 200 kalorii. Normalnie bomba atomowa. Ale warto było.

Aha. I wszyscy czekamy, kiedy Justyna urodzi. cały czas sprawdzam, jaki ma opis na gg. Na razie uspokaja: „nie rodzę”. Każdy jej telefon do redakcji, gdy tylko ktoś powie „Cześć Justynka”, stawia nas na baczność:

- Rodzi! Jezu! Rodzi!

No, ale jeszcze nie. Czekamy.

admin

emmaMam tu zaległy wpis! Próba obcięcia sobie ręki tak mnie zaabsorbowała, że zaniedbałam odnotowanie kapitalnego wydarzenia.

Ta przesympatyczna pani na zdjęciu to Emma Popik, pisarka. Jest damą literatury science fiction. Podarowała mi swoją najnowszą książkę „Plan”. Spotkanie było przemiłe. Emma odwiedziła mnie w redakcji Tygodnika Siedleckiego. jak przystało na pisarkę s-f, pochwaliła się świetna historią: mieszka w gdańsku w dzielnicy… Siedlce. jej syn ożenił się właśnie z dziewczyną z Siedlec (tych moich, siedleckich). Mama Emmy przez 50 lat korespondowała z przyjacielem z… Siedlec.

Oczywiście zapytałam ją, czy Emma Popik to jej pseudonim literacki. Okazało się, że nie! Emma jest prawdziwą Emmą! I to też jest niesamowite.

Emma pozdrawiam cię gorąco i serdecznie!

admin

IMG_0134

7 listopada 2009

To była nasza dynia, wyhodowana w osobistym ogródku. Na halloween. Te dwa upiorne łby obok to Bachor i Olcia. Nas z Guciową nie ma na obrazku, bo piłyśmy wino.  Wcześniej zabraliśmy nocą z cmentarza chryzantemy, bo  bałyśmy się, że mróz je zetnie i na Wszystkich Świętych będą jak czarna mazia. Bachor dźwigał donicę i rozglądał się spłoszony.

- Jak pomyślą, że kradnę, to 3 lata za to grozi matka – przestrzegał.

To tyłem wstępu.  A teraz będzie osobiście.

Cholera jasna, tylko nam się to może przydarzyć. Jeszcze w wakacje rozpoczęłyśmy z Anią z Sanoka pisanie kryminału. Rzecz się dzieje w świecie kynologicznym, więc postanowiłyśmy mordować na psich wystawach. Osobiście i w pierwszym rzucie utłukłam sędziego kynologicznego, którego ogólnie nie lubimy i bojkotujemy jego sędziowania.

- Zamordowałam go – z satysfakcją poinformowałam towarzystwo kynologiczne podczas jednego ze spotkań.

Towarzystwo poddało jeszcze pewne propozycje, komu się należy, co obiecałam wziąć pod uwagę, ofkors. Justyna też miała prośbę, abyśmy ukręciły łeb pewnemu fachowcowi od chorób zakaźnych, który jej się naraził chamstwem i nieczułością. Potrzebowałyśmy tych trupów do kryminału, więc konsultacje społeczne były szeroko zakrojone. Bo postanowiłyśmy iść na całość  i nie żałować sobie ofiar. A co!

Początek już jest, sędzia ubity i…  masz ci los! Sędzia właśnie wziął i zszedł. W realu, że tak powiem.

- Mam gęsią skórkę - przyznała Ania.

Zaraz zadzwonił Stefano.

- Eee… myślę, że to nie przez ciebie – pocieszał.

Zadzwoniłam do Justyny.

- Na pewno chcesz, żebym tego speca tak na amen? Bo wiesz… dziwne rzeczy się dzieją.

- Faktycznie. To go poturbuj – ustąpiła wspaniałomyślnie.

Trochę to nam kładzie akcję, nie ukrywam.

Ale jeszcze nie mówimy z Anią ostatniego słowa. Strasznie nam się podobało to mordowanie. Cóż, może rzeczywiście spróbujemy z lajtową wersją, że niby zawsze ktoś mordercy przeszkodzi i biedak nie dokończy dzieła. Też niezłe możliwości dramaturgiczne.

Od razu jednak zaznaczam: nie przyjmujemy więcej zamówień nawet na poturbowanie. Proszę to załatwiać we własnym zakresie. My jesteśmy w tym aż za dobre, niestety.

A do wątku kynologicznego przybieram się i przybieram. Może w końcu i tu coś o tym napiszę. Tylko niech ochłonę.

O,  żesz!


FireStats icon Działa dzięki FireStats