Archive for Październik, 2010

admin

28 października 2010

O kurcze! Kolejna recenzja i to znowu od faceta! Ale fajna!

http://www.yesbook.pl/recenzja/699/o-kobietach-dla-kobiet/ksiazka/jak-to-robia-twardzielki/

admin

27 października 2010

Nie ma to jak bystrość umysłu. Wykazałam się właśnie wyjątkowymi walorami umysłowymi. Nie obrażając blondynek… jak blondynka. Dupa wołowa ze mnie.

Na zmianę oponek czekałam cierpliwie, bo przecież wiecie, że o tej porze roku kolejki obowiązują, zwłaszcza im bliżej do Wszystkich Świętych. Rano wpakowałam oponki na zmianę do samochodu i pojechałam do warsztatu. Zostawiłam auto i udałam się do redakcji, bo zamykaliśmy numer. Spieszyłam się, bo czekała mnie jeszcze podróż do Warszawy, aby zameldować Tinę.

Pan z serwisu zadzownił mocno zakłopotany.

- A co to za oponki? – zapytał niepewnie. – Skąd je pani wzięła?

- Z garażu! – odparłam dumnie.

- Acha. A jest jeszcze jakieś drugie autko?

No, jest bachorowe… Bachor zmienił oponki na zimowe w weekend… A ja radośnie zabrałam jego letnie opony i kazałam montować jako moje zimówki.

- No nie da się tak rozciągnąć – wyjaśnił cierpliwie pan z serwisu.

Autko bachorowe jest ciut mniejsze niż moje. Co za przykrość!

Potem pojechałam do Warszawy, pędząc, by zdążyć w godzinach pracy urzędu. Tuż przed stolicą uświadomiłam sobie, że nie wzięłam ze sobą aktu notarialnego, bez którego nie udowodnię, że mam prawo meldować w mieszkaniu kogo chcę. Ot, zrobiłam sobie wycieczkę. Na letnich oponach.

A dziś, jak robiłam jajeczniczkę, to na patelnię wpadły mi skorupki, a całe jajko obok, na kuchenkę się wylało. I tak patrzyłam, jak ciołek, bo nic mi nie pasowało. A w końcu dotarło. Posłałam gromkie : „k…!”.

Pewną osłodą są tylko cudne maile od czytelników. Kocham was! Czytelnicy moi!

Aha. Byłam na spotkaniu z twardzielkami  z Przesmyk. Co za babeczki! Założyły sobie Klub Trzeciej Młodości i organizują wycieczki, spotkania. Pojechały nawet do Wilkowyj z serialu „Ranczo”, zrobiły zdjęcie domu wójta, kupiły „mamrota” i wypiły na ławeczce.

- Stary miał wielkie pretensje, że mu „mamrota” nie przywiozłam – chichotała jedna z nich.

Gdy dostały legitymacje Klubu Twardzielek, bardzo poważnie podeszły do instrukcji określania stopnia twardości. Wielką frajdę sprawił im punkt „Jestem miękką dupą (za przeproszeniem), ale Bóg mi świadkiem: będę twardzielką!”.

- Ja to jestem dupą – uczciwie przyznała sympatyczna twardzielka z Przesmyk.

- A… to masz punkt trzeci – skrupulatnie sprawdziła na legitymacji jej koleżanka.

Kocham te kobietki. Gadałyśmy przy herbacie i kwiczałyśmy ze śmiechu. One by pewnie nie próbowały wciskać mniejszych oponek na większy samochód. W dodatku letnich na sezon zimowy. Ale cóż… człowiek uczy się przez całe życie.

Klub Trzeciej Młodości czyli twardzielki z Przesmyk

admin

Na tym filmiku widzicie Korczew i imprezę, która zainspirowała mnie do napisania o Rajdzie Szampania w „Jak to robią twardzielki”. Popatrzcie na te stare samochody i cudnych ludzi, którzy poświęcają im swój czas na pucowanie, reperowanie i pokazywanie publiczności.

A tu poniżej jest zdjęcie Tomasza Skrzelińskiego, który… do złudzenia przypomina Gustawa Powiełłę z Twardzielek. Nie ukrywam, że gdy tworzyłam postać rajdowego oldzawadiaki, to miałam prze oczyma właśnie pana Tomasza. Dla mnie Powiełło wygląda jota w jotę jak on:))

Pan Tomasz do złudzenia przypomina bohatera z Twardzielek:))

admin

19 października 2010

Hurra, hurrra, hurrrraaa!!!! Kafeteria.pl poleca Twardzielki. Kocham recenzentów! Dominik Sołowiej recenzujący książkę stawia istotne pytanie: czy po Twardzielki sięgną także mężczyźni?

Sama jestem ciekawa:)).

http://www.kafeteria.pl/kultura/obiekt.php?id_t=1118

A jeśli już przy facetach jesteśmy, to chcę wam tu przedstawić wiersz Bronka z Obidzy, który znajdziecie też w komentarzach. Bronka goolgujecie nieustannie (co wiedzę w panelu administracyjnym), więc chyba radość wam sprawię jego nowym jesiennym wierszem.

BRONEK kochamy cię!!!!

Sezon na deszcze II

Kapią powoli przekwitłe liście, ścielą kobiercem jałowe hale,
sztalugi z jodeł, płótno z prześwitu, październikowy malarzu maluj.

Niedościgniony w martwej naturze, stwórz dla odmiany obraz wraz z sercem
zwyczajnie szaro bez żadnych złudzeń, nakreśl juhasa w góralskim swetrze.

Ka my sie bracie podziejem w zimie, kiej nas z koliby pszepłosy wiater,
przeźry na wylot liche łodzienie, sceruje mrozem górolski sweter,
pochyli piórko u kapelusa, siyrocy symbol na siwy głowie,
powiydz mi bracie – ka momy rusać, wendrowne orły – kawalyrowie.

Nie dbaj o kolor, nawet na szaro, bez zmiłowania, żadnej litości,
październikowy malarzu maluj, odkrywaj postać do szpiku kości.

Widzis ten psześwit miendzy jodłami, za nim, jak hala zagonik nieba
z obłocków owce pasonce na nim, tam tyz prowdziwyk juhasów potsza.
Łostawmy chawok górolskie swetry, kapelus z piórkiem znacek ślebody,
chodźwa bracisku, jak zwykłe cepry, jakby nas dzisiej pon bucek stwozył.

Nie narysował malarz górala, pewnie chodziło o jego duszę,
tylko ten sweter pomalowany w jesienne barwy na drzewach suszy.

Wiatr zerwał piórko od kapelusza, między sztalugi otwarte w przestrzeń
poniósł jak wolną góralską duszę, na inne hale, w sezon na lepsze.

bronek z Obidzy ( Kozieński))

admin

17 października 2010

Od lat nauczyłam się dobrze bawić bez alkoholu. od kiedy zamieszkałam na ranczu, wszędzie muszę dojeżdżać  samochodem, a to zobowiązuje. Do abstynencji. Ale tym razem było inaczej. na imieniny Jadwigi podwiozła mnie Baśka, a Bachor odbierał mnie nocą.

- Karol wie, że ma w środku nocy jechać po pijaną matkę? – upewniałam się rozmawiając z Tiną na GG.

- Jest przeszczęśliwy – padła lakoniczna odpowiedź.

Prawidłowa odpowiedź.

No to pojechałam szargać ryja… Jesssuuu! Szargałam na potęgę! W cudnym towarzystwie. Jadwiga wyciągnęła oczywiście gitarę,. I się zaczęło!

- Chcę „Batumi” – domagał się Tomasz.

Ale zaczęło się od pieśni harcersko-partyzanckich, potem gładko przeszliśmy na Tercet Egzotyczny… i tak już nam zostało. Przy Batumi nadal brylowaliśmy z Adasiem wydając perliste „Trrrr Arrriva Arrriva”.  I przy wszystkim. Bachor najechał gdy właśnie darliśmy się „Przeżyyyj tooo saaaam! Arrriva! Arrriva!”. Spłoszony trochę się cofnął, ale przy „Dziesięć w skali Beauforta…. Trrrrrr! Arrriva” nawet się rozluźnił. Bachor przy okazji dowiózł jajka z zielononóżek, które obiecałam Jadzi do tatara. I oczywiście zapomniałam. Żarłam tatara bez jajeczka i klęłam swoją sklerozę w żywy kamień.

Na drugi dzień… głowa wyraźnie nie nadążała za ciałem. Przedziwne uczucie. Około południa przyjechała Jadwiga z całą ekipą na zupę z dyni.

- Kurna, nie wiecie, czemu mnie tak kark i szyja bolą? – dopytywałam lekko nieszczęśliwa.

I wtedy przypomniano mi, że wykonywałam choreografię na wzór gitarzystów rockowych, czyli kręciłam w kółko głową, machając włosami w lekkim przykucku, czyli na ugiętych kolanach, jak duch rocka przykazał. Oooo! No to wszystko jasne.

Ale i tak nie przebiję Jadwigi i Adasia, którzy napalili się na kanie. Zerwali je gdzieś w przydrożnym rowie, ale nie mieli pewności, czy to rzeczywiście kanie. Jadwiga poleciała do sąsiada.

- Czy to kanie?

Sąsiad leżał napruty, ale ofiarnie podniósł głowę, zerknął gdzieś w przestrzeń i potwierdził:

- Taaa… kaanie…

Jadwiga nie zaufała opinii sąsiada i poleciała z garem dalej. Kanie moczyły się bowiem w mleczku. Adaś tyczasem zgłębiał wiedzę na temat grzybów w internecie.

- K..a! Muchomory! – wyrokował z rozpaczą.

Jadwiga tymczasem dorwała innego sąsiada, wędkarza.

- Wie pani, gdyby to był szczupaczek… – westchnął wędkarz i nie wniósł nic do sprawy.

Dopiero ekspedient w sklepie potwierdził:

- Kanie, u mnie się takie same moczą!

No i mimo Adasiowego śledztwa, które wskazywało, że mają w domu muchomory, pożarli znalezisko.  Opamiętanie przyszło, gdy syci i szczęśliwi siedzieli nad pustymi talerzami.

- Adaś – zaczęła niepewne Jadwiga. – Ty sprawdź, jakie są objawy zatrucia.

Dopadli internetu i bledli czytając, co też ich może czekać.I chyba z tej depresji dostali takiej głupawki, że rycząc ze śmiechu spisali testamenty. Zapakowali je do butelki i zakopali w ogródku.

- Dlaczego nie do notariusza? – zdziwiłam się.

- Nie było czasu – przytomnie uświadomiła mnie Jadwiga. – W końcu czekaliśmy na najgorsze.

I te testamenty w butelce leżą nadal zakopane w ogródku. Adaś i Jadzia przeżyli.

A Jadwiga przeżyła jeszcze jedno osłupienie. Rano, po imieninach, sięgnęła po jajeczko z zielononóżki, bo chciała pokosztować tatarka. Stuka, stuka, a jajko nie wypływa.

- Było ugotowane – stwierdziła z naganą.

No to pięknie! Zapakowałam jej jajeczko przygotowane dla papugi i ona oczywiście od razu trafiła właśnie na nie!

Ale tak, czy siak… szarganie ryja wyszło obłędnie!

admin

13 października 2010

Justyna domaga się ode mnie solidarności w odchudzaniu i każe mi.. przytyć!

- Schudłaś – warknęła z pretensją. – Masz przytyć!

- Ty też schudłaś – z zapałem kiwałam głową, bo wizja nabijania kilogramów przeraziła mnie.

- Ale nie tyle, co ty – Justyna nadal warczała nad klawiaturą, udając, że pracuje jakby nic.

Oczywiście, przesadza. Schudła bardzo, co mogłam naocznie stwierdzić, gdy się wystroiła w zabójczą miniówę do kina.

- Justyna, schudłaś! A jak przyszłaś na ten „Seks”… No mówię ci! Oczu nie można było oderwać.

Druga Justyna zastrzygła uszami.

- …Jaki seks?! – spytała patrząc podejrzliwie.

Mało nie spadłyśmy z foteli ze śmiechu. Faktycznie, zabrzmiało intrygująco.  Ale nic z tych rzeczy! Po prostu byłyśmy na „Seks w wielkim mieście 2″. Aczkolwiek do słuchaczy dotarło tylko, że Justyna w zabójczej spódniczce przyszła na seks, a Zaczyńskiej się to bardzo podobało.

Ale to na marginesie. Bo mam tu nie lada niespodziankę! Kochani! KLUB TWARDZIELEK podbija świat!

Oficjalnie informuję: posiadaczki legitymacji Klubu Twardzielek mają zniżkę 5% w restauracji BOLLYWOOD HOLLYWOOD! Wystarczy okazać pracownikom legitymacje, by rachunek za pyszności był niższy.

- Bo my kochamy twardzielki – stwierdzili Beata i Sunil Gulati.

No i jak ich nie kochać?!

Ale to nie wszystko. Byłam wczoraj w jaskini lwa, czyli w siedzibie twardzieli nad twardzielami Masters Promotion, stowarzyszenia organizującego Gale Kickboxingu, Mistrzostwa Polski i turnieje międzynarodowe.

- Twardzielki wchodzą na nasze imprezy z 35 % zniżki – zawyrokował szef stowarzyszenia Wojtek Górecki, wieloletni trener narodowej kadry Polski w kickboxingu.

Ha! Twardziele tez kochają twardzielki! Najbliższy turniej odbędzie się 6 listopada w Pruszkowie, ale będziemy jeszcze informować o tym wydarzeniu!

Jeśli są jeszcze inni, co to kochają twardzielki, to proszę o kontakt!

Kto może należeć do KLUBU TWARDZIELEK? Każda twardzielka, która ma książkę lub ją przeczytała! Legitymacje wysyłam pocztą, wystarczy podać mi adres na maila.


admin

9 października 2010

Rany! Jak kocham moje Czytelniczki i Recenzentki! Są niesamowite! Jestem pewna, że gdybyśmy się spotkały, do pewnie przegadałybyśmy kupę czasu w dobrych humorach. Sądzę tak po reakcjach na książkę. W jej opisach czuję pokrewną duszę autorek  recenzji.

Oto recenzja, absolutnie świeża, z portalu granice.pl.  I jak tu nie kochać Recenzentki?!

http://www.granice.pl/recenzja.php?id=5&id3=3217

A tutaj znalazłam krótką polecankę Twardzielek. Taką minirecenzję Sławy Wesołowskiej w portalu Puella Nova – internetowe pismo dla kobiet. Też przemiłą! Ludzie!!! Świat jest piękny!!!!

http://www.puellanova.pl/1836,0,Ksiazka-na-jesienne-wieczory-Jak-to-robia-twardzielki-recenzja.html

admin

4 października 2010

Czasem znaki na niebie i ziemi coś nam mówią. Pic polega na tym, aby je odczytać. Moja ukochana Guciowa nie odczytała. Ale dzięki temu znowu dostarczyła mi nieziemskiej radochy.

Guciowa wybrała się do rodzinnego miasta na któreś tam, jubileuszowe, spotkanie po maturze.  Mgliście wiedziała, gdzie ma iść, bo każdy tłumaczył jej, jak umiał. Doszła w końcu do celu, a tu ZONK! Drzwi zamknięte! Hmmm… Chciała się upewnić, czy to właściwy adres, ale jedna koleżanka uprzedziła od razu, że nie bierze ze sobą telefonu, a druga kazała do siebie dzwonić na inny numer, którego Guciowa, oczywiście, w komórce nie miała. Odeszła Guciowa na boczek, patrzy i duma nad złożonością nieprzewidzianej przeszkody. No i widzi, że ludzie podchodzą do budynku…. i wchodzą do środka. Ki diabeł?! Ponowiła więc próbę. Okazało się, że tam były dwie pary szklanych drzwi obok siebie. Wyglądały jak całość, ale jedne były zamkniete, a drugie nie. Guciowa, tradycyjnie, chciała się dostać do środka zamkniętymi.

I to był chyba znak. Nie, nie… impreza była super i w ogóle, tylko…

- Zatrzasnęłam się w męskim kiblu, a klamka mi wpadła do sedesu – z desperacją wyrecytowała jednym tchem.

Jasny gwint! No tego to nawet ja bym nie wymyśliła.

- Dlaczego w męskim kiblu?!

- Bo facetów było mniej – logicznie odpowiedziała moja bratowa.

No, jest to jakiś argument, nie przeczę.

- Wyrwałaś tę klamkę?

- No… Ale wcześniej drzwi zdążyły się zamknąć. I ona takim ślicznym łukiem wpadła prosto do muszli.

Nie powiem, ryczałam jak łoś na trzęsawisku.

- No i co?

- No, kurna, co „i co?” – zdenerwowała się bratowa. – Wyciągnęłam ją. Miałam inne wyjście?!

No, nie miała. Głupio tak krzyczeć w męskim kiblu, że klamka się utopiła. Rozumiałam ją całkowicie! Nie mogłam tylko powstrzymać radosnych pokwikiwań, kończąc je kategorycznym: „I co dalej?!”.

- A dalej było jak na „Chirurgach”. Kazałam sobie polewać wódką rękę aż do łokcia. No wiesz, żeby się zdezynfekować.

Boże! Jak ja ją kocham!

- To się nie nadaje do książki – od razu mnie uprzedziła.

- Nadaje! – ryczałam w słuchawkę. – Nadaje! Jeszcze jak nadaje!

Puenta jest najlepsza: po incydencie w męskim kiblu wyszła na snobkę. Bo co któryś z dawnych kolegów podbiegał się przywitać i z kurtuazją szykował do całusa w rączkę, Guciwa dyskretnie cofała rączkę, cofała i jeszcze minę robiła.

A ja myślę, że te zamknięte drzwi na wejściu  to był znak. Tych zatrzaśniętych drzwi od kibla.

A swoją drogą… jakie oni dziś, kurna, te klamki robią?!

admin

2 października 2010

Stało się! Najpierw przyszedł sms: „Szykujcie się na 2 maja 2011!”. A potem przyszedł mms: piękny pierścionek zaręczynowy na smukłym paluszku. Ela, niewątpliwie twardzielka ( ma legitymację!) wychodzi za mąż!

- Wszystko zaczęło się na twoim wieczorze promującym książkę – przyznała Ela.

No ładnie! Jedni się produkują na scenie, wjeżdżają na motorze, drudzy w tym czasie robią takie wrażenie, że faceci lecą co duch po obrączki. Gdzie tu jest sprawiedliwość? No, nie powiem… Tempo wszakże książkowe, akcja również, bo w faceta po prostu piorun strzelił, no i happy end jak się patrzy!

Ale Elci się należało! Po pierwsze: jest śliczna. Pracowała jako modelka, teraz jest rzutką szefową wygrywającą przetargi dla dużej firmy. Po drugie: życie jej nieźle dokopało, jak to zwykle bywa w przypadku pięknych dziewczyn. Po trzecie:  Ela to wspaniała wrażliwa dziewczyna, która w środku nocy zerwie się, by pomóc innym. A teraz ma oczy błyszczące ze szczęścia i jest jeszcze piękniejsza! A wszystko zaczęło się od moich Twardzielek…

Wczoraj Beatka i Sunil zrobili Dzień Przyjaźni w swojej restauracji Bollywood Hollywood. Beata po przeczytaniu książki Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się i kochaj”, zaczęła zgodnie z przesłaniem autorki, przekazywać książkę dalej.  Ale wpadła na pomysł, że skoro jest premiera filmu na podstawie książki, to zadziała inaczej. Kupiła dla swych przyjaciółek bilety, zaprosiła je do kina, a zaraz potem do restauracji, gdzie czekała na wszystkich niesamowita Anna Faber ze swą niebiańska harfą…

O Boże, co to był za wieczór! Ania Faber magnetyzuje publiczność. To, co wyprawia z harfą, to zachwycający spektakl pełen dźwięków i magi. Czy słyszeliście jazz, tango, standardy filmowe wykonane na harfie? Nie?! To nie byliście na koncercie Ani Faber. Ta przepiękna blondynka jest w trakcie koncertu jak żywy obraz . To zjawisko, na które się patrzy i w które się wsłuchuje. A ileż temu towarzyszy emocji! Ania elektryzuje muzyką i wzrusza. A gdy jeszcze do dźwięków harfy dochodzi flet, to mimo iż celtyckie ballady są energetyczne i żywe, łzy ciekną człowiekowi po twarzy. Ale takie dobre łzy, spływające po uśmiechniętym policzku.  Taki to był wieczór! Wieczór Przyjaciół. Idealny na informację od Eli o jej zaręczynach.

admin

1 października 2010

Normalnie siekło mnie. W komentarzach znalazłam wiersz „Gonić królika”. I zakochałam się w nim. No i wrzuciłam tego Bronka z Obidzy w google, a on ma tego więcej. O ja cie! Kocham Bronka z Obidzy! Niech pisze! Kurna, niech pisze!!!! A jeśli wy kochacie mnie, to i Bronka też pokochacie.

To ja tu zapodaję ten wiersz z komentarzy.

Gonić królika

Nic ze mnie dodać, nic podzielić, gdy tak niewiele pozostało,
w starganych włosach ślady bieli; kto zechce coś, co posiwiało,
tylko ten wiatr, gdy je palcami, na pięć rozdzielam w zamyśleniu,
układa potem, rozczochrane, zbierając słabe, jak grzebienie.

Spadają liście kolorowe, a ze mnie nic się nie da dzielić,
pochylę jeszcze niżej głowę, zacznę posłanie z liści ścielić
grzebieniem ze skostniałych palców, igliwie świerków, jodeł, sosen,
odsunę i pogadam z wiatrem, niech skryje lasem ciało bose.

Nie żałuj, brzozo, góralowi, listków na głowę posrebrzoną,
tylko mi nie zakrywaj powiek, resztę – brzozową skryj pierzyną,
skoro nic ze mnie dla nikogo, niech chociaż czasem łzę uronię,
dziki króliku, pędź swą drogą , ja już Cię nigdy nie pogonię.

bronek z Obidzy


FireStats icon Działa dzięki FireStats