O co halo? | Goniąc króliczka
admin

27 października 2008

Nie wiem dlaczego Wagi mają ciągle poczucie winy. Przynajmniej te, które znam. Chętnie biorą na siebie nadbagaż emocji. Taka moja bratowa, na przykład. Guciowej powiedzieć, że pada, to zaraz się zacznie zastanawiać, czy to nie przez nią. I wiecie, jak pech, to pech. Zdarza mi się, że pełna dobrych chęci, sprawiam, od czasu do czasu, mojej Guciowej stresa. A bo o niej napiszę, albo powiem. A ona szuka podtekstów, co złego zrobiła. Ups!

Mój pierwszy samochód –  malutkie czerwone Suzuki Maruti – umyłam samodzielnie po raz pierwszy na podwórku Guciów. Guciowa udzielała się aktywnie, bo też ją rajcowało pucowanie samochodziku. Udzielała fachowych uwag, typu:

O! Gówno masz na oponkach.

To było końskie guano, co w przypadku reportera jeżdżącego po różnych drogach, nie dziwiło. Ale mną potrząsło, bo jakoś tak uwłaczało samochodzikowi. Namydliłyśmy karoserię i pamiętam, że strasznie się przy tym uwijałam, bo Guciowa angażowała się bez reszty i wyprzedzała mnie w rożnych czynnościach. Przy MOIM samochodzie! Rozumiecie. W dodatku intensywnie przeszkadzał mi wtedy ówczesny adorator, który był w Zakopanem i dzwonił co parę minut, bo chciał mi coś przywieźć i nie wiedział co. Co podszedł do jakiegoś straganu, to wydzwaniał i pytał, co ma kupić.

Ciupagę – pomyślałam mściwie, bo w tych okolicznościach to oręże namiętnie pchało się na myśl.

Ale zastanowiłam się i już wiedziałam:

Kapcie. Takie góralskie, z kożuszkiem.

Super. Adorator się ucieszył, ja wróciłam do samochodu i co widzę? Guciowa spłukiwała właśnie resztki MOJEJ piany z MOJEGO samochodu! Nie wytrzymałam i bąknęłam coś na ten temat. W tym momencie adorator znowu zadzwonił:

A jaki numer? Tych kapci.

Nie wiem, czy po eksplozji unosił mi się nad głową grzyb atomowy, ale nie zdziwiłabym się, gdyby tak było w istocie. Całe nieudane mycie MOJEGO samochodu odreagowałam w dowcipnym felietonie pod tytułem „Bratowa”. Nie powiem, zgrabnie wyszedł, sądząc po uśmiechach od ucha do ucha pań w osiedlowych sklepikach. Gratulowały, rechotały, byłam dumna. Guciowa jawiła się tam jako słodkie, acz nadgorliwe stworzenie, a adorator robił za czarny charakter.

I ja ją znam! – z radością klaskała pani Lilka z kiosku.

Dzwonię do Guciowej, żeby jej pogratulować, że taką gwiazdą jest, a ona milczy, milczy i… w ryk! Wyznała, że schowała gazetę głęboko i nie będzie teraz chodzić do pracy, dopóki ludzie nie zapomną. I wcale, niestety, nie żartowała. Ryczała jak małe dziecko.

Zmartwiłam się i nic nie rozumiejąc podałam gazetę Ani i Waldiemu, którzy właśnie u mnie byli. O co, kurde, chodzi?! Waldi skrupulatnie przeczytał felieton i zawyrokował mentorsko:

O kapcie jej poszło. Że ty masz, a ona nie.

Ania chyba walnęła go tą gazetą.

Tak. Z Guciową to nigdy nic nie wiadomo. Kocham ją nadludzko, ale uważać muszę jak na jajko. A te kapcie to mi szybko psy zeżarły. Bardzo im odpowiadał kożuszek. Tak, że naprawdę… o co było halo?



7 komentarzy do “O co halo?”

  1. lucyolejniczak mówi:

    Cudne! Może Twoja bratowa nie ma poczucia humoru po prostu?
    Przy tylu zaletach możesz jej tę jedną wadę chyba wybaczyć 🙂

  2. admin mówi:

    Och, gdyby ona nie miała poczucia humoru, to bym więcej rozumiała. Ma humor, jest błyskotliwa, więc kompletnie nie wiem, czemu tak czasem wychodzi. Ale – masz rację – wybaczam jej dosłownie wszystko. Teraz z drżeniem duszy czekam, aż zajrzy na bloga. Na szczęście czyni to nieregularnie, w porywach, więc może jej umknie.

  3. ania wiśniewska mówi:

    O poczuciu humoru Guciowej zaświadczam osobiście!Też jestem Wagą ;)Reakcje Guciowej są dla mnie zrozumiałe jak swoje własne.My po prostu czujemy się niefajnie w roli gwiazd- nawet najzgrabniejszych felietoników.W kwestii poczucia winy także mam podobnie;i nie oznacza to,że upodobałam sobie rolę męczennicy.Aż za bardzo hedonistką jestem!Ustalam tylko czy czegoś nie spaprałam.Wolę naprawiać niż żyć w nieświadomości.Pisanie tutaj-publicznie- też mnie krępuje.Na szczęście dzięki Tobie Mariolciu odkryłam g-g.

  4. admin mówi:

    Moje zdanie na temat swojego poczucia winy znasz – nigdy tego nie zrozumiem! I tego, że zawsze o sobie myślisz na końcu. Anus, czasem odrobina egoizmu jest taaaka zdrowa!

  5. Guciowa mówi:

    Matko, ale jesteś pamiętliwa.Jeszcze wracasz do tej małej pianki spłukanej z Twojego samochodu?Ta pomoc była ze szczerego serca…A ryczałam,bo już nie pierwszy raz byłam bohaterką Twojego felitonu (poprzedni był o poduszce-biedronce, dzięki której widać mnie było zza kierownicy samochodu). No dobra!Jakoś nie piszesz, że pucawałam Twój drugi samochodzik (odkurzałam, patyczkami do uszu dłubałam w nawiewach w celu ich oczyszczenia z różnych różności, z pełnym poświęceniem szorowałam wycieraczki itp.)Przy pucowaniu swojego samochodu miałam już wyrzuty sumienia, że zużyję za dużo prądu…i wody…No, trochę mnie poniosło. Już kończę 🙂
    Dziękuję Ani za zrozumienie 🙂

  6. Guciowa mówi:

    Ale wybaczam Ci 🙂 i chyba mam poczucie humoru, ale czasami też mam „te trudne dni”…może to dlatego ryczałam?… i bo tak?!

  7. admin mówi:

    Mała pianka??? To była pierwsza pianka na moim pierwszym samochodzie, jeśli już do tego wracamy!!!
    No właśnie… i znowu te wyrzuty sumienia za prąd i wodę! Dlaczego ja tak nie mam?
    Patrz, a o tej poduszce – biedronce zapomniałam! Pozwolisz że w odpowiedniej chwili przytoczę to niebywałe zdarzenie?
    A tak poza tym – kocham cię babo jedna.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats