Pszczoła i reszta | Goniąc króliczka
admin

9 listopada 2008

Zaraz po skończeniu studiów pracowałam w szkole. Potrzebowałam tej pracy, bo już powzięłam decyzję o rozwodzie. Potrzebowałam też przyjaciół, bo w takiej chwili wsparcie trzeba mieć. No i miałam.

Maria kochała Dostojewskiego (szczególnie „Idiotę” czyli księcia Myszkina), co u magistra rusycystyki nie dziwi. Elegancka, błyskotliwa i nadwrażliwa. Kiedy miałam zapaść twórczą przy cotygodniowym felietonie, dzwoniłam do Marii i skarżyłam się:

Nie wiem, jak zacząć!

Maria niezmiennie radziła:

Zacznij od „a, więc”.

Niezmiennie mi to pomagało. I to Maria znalazła sposób na nurtującą nas, od czasu do czasu, głupotę.

Pszczoło, otwórz szeroko okno. Może mądrość przyjdzie.

Pszczoła była w sumie naszą liderką. Cudna była. I jest. Jeśli się odchudzała, to zrzucała po 40 kg. nawet przy wadze oscylującej w okolicach setki potrafiła założyć seksowną spódniczkę nad kolanka i nie było faceta, który nie chciałby jej schrupać. Ależ ona ma nogi! Pszczoła, niezależnie czy waży 100 czy 70 kg cała jest seksy. Pszczoła klnie jak szewc, ale robi to tak, jakby uprawiała poezję. Człowiek otwiera w zachwycie gębę i milknie, bo chce tylko słuchać. Gdy robiła prawo jazdy, do historii przeszła jej uwaga do faceta, który na światłach trąbił za jej samochodem z literką „L”. Pszczoła odkręciła szybkę i na tyle, na ile samochodowe okienko pozwalało jej wysunąć imponujący tors, wychyliła się i krzyknęła z naganą:

I czego ch..u trąbisz? Nie widzisz, że się uczę jeździć?!

Kiedyś wszystkie miałyśmy doła i postanowiłyśmy znieczulić rzeczywistość procentami. Każda wyciągnęła z kieszeni, co tam miała. Niewiele tego było. Dół nam się pogłębił. Starczyło tylko na najtańszą wódkę, jaka była. Poszłyśmy z zakupem do Marii i patrzyłyśmy podejrzliwie na butelkę. Pszczoła, z racji swojej masy, postanowiła wziąć pierwsze uderzenie na siebie i spróbować, czy to się da w ogóle pić. Ostrożnie nalała do kieliszka. Patrzyłyśmy w napięciu, jak podnosi go, wychyla, przełyka. Cisza…

Pszczoło, Pszczoło, no i co? – pytałyśmy z niepokojem.

Pszczoła zaczęła rozciągać usta w powolnym uśmiechu zadowolenia.

… Jakby pan Jezus przez gardło przechodził… – wyszeptała błogo.

Cała Pszczoła!

Małgosia jest absolutnie piękna. Taką onieśmielającą pięknością. Zadbana, elegancka, nieprzystępna. Mało kto wie, jak szalone ma poczucie humoru. Uwielbiam je. Kiedyś, na zakończenie roku szkolnego, gdy mieliśmy poprawnie rozejść się do domów późną nocą, cała ekipa wylądowała jeszcze w parku nad stawem.

Och, jak żabki kumkają! Żabki kochane!Małgosia stała nad stawem w zachwycie.

Jakiś czas potem stanęła w tym samym miejscu i zażądała kategorycznie od żab:

– Zamknijcie mordy!

Pszczoła, Maria i Małgosia. Był jeszcze Mariusz. Tego, co wspólnie przeżyliśmy, w sumie nie da się opisać. Braterstwa dusz i szaleństwa umysłów łatwo nie ubierze się w słowa. Co jakiś czas stają mi przed oczyma sceny z naszych przygód. I wtedy potwornie za nimi tęsknię. Ale, każdy z nas jest teraz w innym miejscu. I, jakoś, kurcze, nie możemy się razem spotkać.



4 komentarze do “Pszczoła i reszta”

  1. lucyolejniczak mówi:

    Umarłam ze śmiechu :))

  2. admin mówi:

    Mariuszku kochany! Mam z Tobą prawdziwy problem: pamiętając Twego chysia na punkcie prywatności, nie wiem, na ile mogę sobie POZWOLIĆ pisać o Tobie. Nie wiem, w którym miejscu świata aktualnie jesteś, ale wiem, że zaglądasz do tych moich zapisków. Napisałam BYŁ JESZCZE MARIUSZ, jak początek nowego rozdziału… Ale trudno mi go pisać. Bo Ty akurat jesteś absolutnie odrębnym, pięknym rozdziałem… Całuję cię mocno!

  3. Mariusz mówi:

    …Jestem, jeestem – Tu i teraz. 🙂
    Zupełnie, jak recesja 🙂 che – pojawiam się nagle w różnych miejscach, zostaję na trochę i znikam – by „wyskoczyć” gdzie indziej 🙂 che.
    Choć akurat recesję można przewidzieć, natomiast ja… 😉 – no cóż.., sama wiesz – jestem nieprzewidywalny 🙂 che i to to jest constans 😉 .
    Ale znowu wpadam w słowotok…
    Wyobraż sobie, że ja też miałem „problem z Tobą” 🙂 che… Tak, taak. 🙂
    Po przeczytaniu „Pszczoła i reszta” – „obsmarowałem” 😉 Cię na moim blogu, ale nie z „żalem, gniewem” (..??! bo i czemu?) , lecz w moim kpiarskim stylu, że „trzy słowa” 🙂 che itd. po tylu latach „chowania na własnym łonie” 🙂 itp. w Naszym tonie reprymendy „organizacyjnej” ( Org.”B” …i wszysko jasne! 🙂 che)…
    A tu nagle czytam komentarze
    (które, swoją drogą – zamiast zmoderować – to niechcący skasowałem… :(… , za co do końca dni moich , będe chyba przepraszać gości mojego bloga… i to na jego starcie… )
    i czytam, że ludzie odebrali to, jako „przykopanie Marioli”..!!
    NO MAŁO NIE PADŁEM NA ZAWAŁ.
    Chyba jednak mam zbyt „specyficzny w swoim rodzaju” 😉 sposób wypowiedzi – skoro „przyjacielskie poszturchiwanie” 🙂 , odebrano – jako „przykopanie” … No horrorek jakiś..!
    Więc rad, nie rad – musiałem przeredagować mój własny post… Koooniec świata… 🙂 .
    Aaale w „nowym” i taak Cię obsmarowałem… 😉 che.
    A ccoo! 🙂
    Co do prywatności – to owszem, sama wiesz, bronię jak cholera 🙂 che , ale czym innym jest walka z plugawym tabloidem, czy wścibstwem obcych,
    a czym ZUPEŁNIE innym są PRZYJACIELE . Do tego – piszący TAK ŚWIETNIE.
    …Już się zaczynam bać, że na tym blogu – zostanę , dla odmiany, posądzony o „wazelinę”… 🙂 che. Jeezu!-to już początki jakiejś psychozy… ( u mnie, oczywiście 🙂 che).
    No taak- miały być „trzy słowa” 😉 che , a znowu się rozpisuję.
    Też mocno Cię sciskam i całuję.

    Jestem tu trochę na dłużej (jakieś naście dni), ale wpierw muszę koniecznie pozałatwiać pewne własne sprawy i to osobiście, bo mój tutejszy asystent ma rodzinne poblemy i wszystko na mnie spadło – więc jestem zgoniony, jak królik 😉 (nomen omen 🙂 che). Gdy już się z tymi wszyskimi sprawami papierkowo- urzędowo- notarialnymi uporam –
    obiecuję publicznie –
    caały jestem Twój… 🙂 che che.

  4. admin mówi:

    No to miodzio!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats