Piiiip! | Goniąc króliczka
admin

11 listopada 2008

Nie wiem jak u was, ale na Smoczym Polu listopad jest absolutnie piękny! Dawno nie miałam takiego poczucia wolności. Kocham te moje pola, słońce, wyskubaną przez konie trawę i tę ich nieskrępowaną wolność i spokój. Chce mi się na tym polu tańczyć i śpiewać. Rano, kiedy konie jeszcze jadły w stajni, pobiegliśmy z pomeranianami, aż pod las. Moje „mopy” wróciły z wycieczki jako ubłocone kłęby skołtunionej wełny. Ale było super!

W sumie trudno opisać taki nastrój. Dokładnie tak, jak pipczenie w samochodzie Sopelka, mojej ciotecznej siostry. Sopel (wbrew przezwisku) jest śliczna. Panów niezmiennie zatyka, gdy na nią patrzą.  I najwyraźniej wyłączają fonię, bo wystarcza im wizja. Sopel pojechała do serwisu, bo gdy jeździła, jej samochód znienacka pipczał. Pipczał i przestawał. Co gorsza, gdy Sopel stawiała się w serwisie, auto milczało. Więc Sopel mogła tylko paszczą naśladować odgłos.

Robi piiiip…. piiiiip! – tłumaczyła wpatrzonym w nią mechanikom.

Jak? – skonfundowani panowie starali się uściślić rodzaj dźwięku.

Piiiip! – posłusznie tłumaczyła Sopel.

Trudno. Auto trzeba było zostawić w warsztacie, bo nikt nie wiedział, o co chodzi. Następnego dnia Sopelek została wezwana do serwisu. Mechanik z dziwnym wyrazem twarzy zademonstrował jej pipczenie.

Tak! To to! Piiip! – ucieszyła się Sopel, że omamów nie miała i samochód jednak jest zepsuty.

Okazało się, że to był budzik. Nie wiadomo jak, włączyła sobie w opcji zegara budzik. Piiip!

Sopel ma manię sprzątania. Jak się zapędzi w porządkach, trudno przed nią uratować rzeczy niezbędne, acz jej wydające się zbyteczne. Raz do połysku wyszorowała mi drapakiem patelnię teflonową. Bo podczas zmywania się zamyśliła.  Innym razem, gdy została na kilka dni z moimi psami w mieszkaniu (jak wyjeżdżam, ktoś musi mieszkać ze zwierzyńcem), zrobiła mi po swojemu porządki. I przy okazji wyrzuciła kwiatek, który jej wydał się kompletnie zaniedbany i zasuszony. A kwiatek był rzadką odmiana seneccio meksykańskiego (to same kuleczki zwisające z doniczki jak koraliki). Normalnie mało się nie popłakałam i zrobiłam awanturę.

Gdybyś była ptakiem, to byś zadziobała albinosa, bo jest inny! – zawyrokowałam mściwie i chyba trochę przegięłam, bo Sopel się rozpłakała i nie chciała ze mną gadać.

Sopel zdobyła swoją ksywkę w dzieciństwie. Była tak chuda i lekka, że gdy ganialiśmy się po śniegu po pas (taka zima była wtedy!), to wszyscy się zapadaliśmy w zaspy, a ona biegła po cieniutkiej skorupce lodu na śniegu i nawet nic się pod nią nie ugięło. Kurde, jak Jezus po wodzie.

Dobra. Lecę znowu na moje pole. Mam ochotę na małe ognisko.



3 komentarze do “Piiiip!”

  1. lucyolejniczak mówi:

    Już widzę, że masz mnóstwo tematów na wiadome opowiadanie, nawet gdybyś zrezygnowała z pierwszego pomysłu 🙂

  2. admin mówi:

    Lucy, jestem przejęta, a jak jestem przejęta, to mam blokadkę, a jak mam blokadkę, to siedzę i się gapie. Przed siebie. Jak pipa jakaś. No i patrz, bloga mogę pisać, a wiadome opowiadanie jeszcze mnie paraliżuje.

  3. lucyolejniczak mówi:

    Nie uwierzę… Przy Twojej łatwości pisania? Zbieraj się koleżanko, bo czas goni, goni, goni 🙂

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats