Ale jazda! | Goniąc króliczka
admin

22 listopada 2008

Umówiłam się z kolegą ginekologiem na usg mojej suczki Atki. Kolega nie jest weterynarzem, zaznaczam, jest ludzkim wziętym ginekologiem i ma doskonały sprzęt w gabinecie. Ale kocha przygodę i robiąc usg moim ciężarnym suczkom zawsze ma wielką frajdę.

Świetnie, świetnie, od razu zrobię usg mojej pani – ucieszył się, gdy zadzwoniłam.

Z sympatią pomyślałam o jego żonie, że taka tolerancyjna i nie przeszkadza jej, że będzie w kolejce z pieskiem. Tymczasem kolega kontynuuje:

Bo wiesz, moja pani zadawała się ostatnio z mężczyznami – puścił oko.

Zdębiałam. Nie komentowałam. Nawet nie chrząknęłam. W końcu to ich małżeńskie sprawy. Nie byłam jednak już taka pewna, że wspólne usg, to dobry pomysł.

Eeech… Zew natury – potakiwał głową.

Taaa…–  rzuciłam enigmatycznie.

Wiesz, lepiej mieć pewność. I przygotować się na te szczeniaki – skończył wątek.

Ufff. No tak. Dopiero zajarzyłam, że to o jego wilczycy mowa. Co za ulga!

USG Atki zasmuciło mnie. Ma widoczne oznaki ciąży, ale nie ma płodu. Czy zresorbowała, czy to ciąża urojona? Bo w takiej to Atka się wręcz specjalizuje!

Kup test ciążowy, umocz w siuśkach, to będziemy mieli pewność – zaproponował kolega.

Kupiłam. Dwa na wszelki wypadek. Okazało się jednak, że podejście ginekologa różni się od podejścia lekarza weterynarii.

Hormony psa nie wyjdą ci w ludzkim teście – zapowiedział Piotr, z którym odbyłam telekonferencję.

Ups! Ale testy już zdążyłam kupić. Rzuciłam je niedbale na barek. Bachor przyjechał z zajęć i patrzył dziwnie, ale taktownie o nic nie pytał. Aczkolwiek lekką panikę w oczach miał.

A potem rozwaliliśmy murek. Swego czasu kazałam w garażu zbudować ściankę z pustaków. Niby podzieliłam przestrzeń na dwa pomieszczenia, ale…

Ale po co? – pytał Bachor.

Nie wiem.

No i wczoraj uległam. Rozwaliliśmy mur! Bachor z Olkiem (przyjacielem) pojechali po dłutko. Pan Jarek ze sklepu żelaznego zaproponował im wypożyczenie młota pneumatycznego. Przytomny Bachor młot przytachał.

Ale była jazda! Tam, gdzie pneumo-młot nie dawał rady, waliliśmy takim zwykłym, rzekłabym stacjonarnym młotem, ale wielkim bardzo. Jedną ręką się go nie weźmie. Trzeba dwoma, bo taki ciężki. Tę atrakcję wzięłam na siebie. Waliłam nim jak opętana. Za Krzysia, za podły los odbierający nam takich ludzi, za całokształt! Waliłam, aż chłopaki się chowały, bo pustaki pękały jak bombki. Sypały odłamkami i pyłem.

Matka! Dawaj! Matka dawaj! – zachęcał mnie Bachor wyglądając zza winkla.

No i dawałam. Rozwaliliśmy ten mur. Zdałam też sobie sprawę, że gdyby chłopaki chcieli ścianę z pustaków dłutkiem zneutralizować, to chyba zabiliby mnie w afekcie i nikt  nie miałby o to pretensji. To jak wydziargać szydełkiem pokrowiec na samochód w jedno popołudnie.

A potem poszłam spać. Dziś mam zakwasy. Ale świat jest już bardziej uporządkowany.



4 komentarze do “Ale jazda!”

  1. ania strzelecka mówi:

    ja tez chce taki mlotek… 🙁

  2. admin mówi:

    Ale musiałabyś mieć jeszcze taki murek…:)))

  3. Nitencja mówi:

    Ja chyba się zaczynam bać …….
    a u nas biało !

  4. admin mówi:

    Noooo…. sama się przestraszyłam…
    U mnie też biało. W dodatku przez wiadomość o Krzysiu nie zmieniłam opon. Byłam umówiona, ale jak automat wróciłam do domu. Śnieg właśnie pięknie sypie. A Wiola przysłała mms z podwórka: w życiu byś nie uwierzyła, że to nadmorski pejzaż. Co najmniej Zakopane!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats