Chociaż popatrzeć | Goniąc króliczka
admin

3 grudnia 2008

Od samego rana nie dawało mi to spokoju.

Czy to tylko ja nie mam pieniędzy, czy inni też? – zapytałam w końcu Justynę.

Ona siedziała przy swoim komputerze, ja przy swoim, i tak zadawałyśmy sobie filozoficzne pytania.

O! Ja też nie mam! – ożywiła się wyraźnie. – Kurcze, zatankujesz, sałatę kupisz i pięć stów poszło.

Taaak… – od razu zrobiło mi się lżej na duszy.

Miałam niejasne przypuszczenia, że wydaję więcej, niż zarabiam. Może Justyna też? Zawsze to we dwie raźniej. Jednak, gdy po południu wracałam do domu, a musiałam z nią jeszcze przegadać jedną sprawę, złapałam ją w sklepie z ciuchami.

No wiesz?! Mówiłaś, że nie masz pieniędzy! – oburzyłam się. – A na ciuchy łazisz!

Mogę ci pożyczyć – zaoferowała zaraz z poczuciem winy, mocno przyciszonym głosem.

Zdrajczyni! – wyłączyłam się cała w nerwach.

I tak przy ciuchach nie będzie przytomna i nie pogadamy.

Na drugi dzień już od progu redakcji się darła:

Ja tylko OGLĄDAŁAM!

No, to już lepiej. Chociaż ja wiem… na masochizm to wygląda.

Po południu znowu nie pogadałyśmy, bo odwiedził ją znajomy ksiądz.

Boguś nakrywa do stołu i kropidełko wyjął – poskarżyła się wkurzona na męża. – Toż to nie kolęda!

Kropidełko od razu mnie zainteresowało, bo ciągle mam je kupić i zapominam. I wożę ze sobą pożyczone od mamy. Justyna powiedziała, gdzie kupiła, więc nabrałam mocnego postanowienia, że jutro, za pamięci, na fali Bogusia, je kupię.

Pooglądam – poprawiłam się jednak szybko, bo brak kasy, to w końcu brak kasy.

Popatrzę na nie, na to kropidełko, jak Justyna na ciuchy.

A potem zapomniałam o braku kasy, bo Atka przemyciła w pysku koński bobek i zachomikowała mi go w pościeli, w moim łóżku. Kurde, cała pościel do wymiany. Atka ma jeszcze burzę hormonalną po nieudanej ciąży i robi różne dziwne rzeczy. Ale do tej pory nosiła w pysku gumowego prosiaczka.

Zadzwoniłam do Oli. I nie poznałam jej.

Głos masz jak jakaś obca laska – stwierdziłam z pretensją.

Dziecko uznało, że to przez nadmiar nauki. Wolałam przezornie nie kontynuować wątku. Zadzwoniłam do mamy. I pożałowałam.

Ta ręka tak mnie boli, że już kupiłam uszka do barszczu. Pierogi też kupię. Nie dam rady robić.

Kurde! Kupne na Wigilię?! Chyba wolałabym o tym nie wiedzieć. Oddałabym wszystkie pieniądze za domowe uszka i pierogi mojej mamy. Ale, jak widać, nie wszystko można mieć za pieniądze. Co mnie mocno pociesza. Tylko, że nie wiem jak namówić mamę, żeby chociaż dała popatrzeć na te prawdziwe, własnoręcznie robione uszka… Bo Justyna ma jednak dobry patent. Nie kupuje, to chociaż poogląda…



6 komentarzy do “Chociaż popatrzeć”

  1. Justyna mówi:

    Kupisz, nie kupisz, ale popatrzeć można – tak nas zachęcali kupcy w Turcji do wejścia do ich sklepów. Wróciłam z wakacji wypoczęta, bo mnie patrzenie po prostu odpręża i już!

  2. admin mówi:

    Chyba pójdę pooglądam samochody. Też odpręża. Najabardziej widok nowej Corsy. O mało takiej jednej nie wjechałam w bagażnik od patrzenia – taką miała śliczną dupkę za przeproszeniem! Oj, tak. Mogę na nią patrzeć godzinami.

  3. lucyolejniczak mówi:

    A jednak masochistka jesteś 🙂 Ja tam na wszelki wypadek nawet nie oglądam. Co oczy nie widzą, to sercu nie żal. A z pieniędzmi ( a raczej z ich brakiem ) mam dokładnie tak samo, nie przejmuj się.

  4. admin mówi:

    O rany! Znowu mi lepiej! Witaj w klubie! To nie tylko nam po sałacie niewiele zostaje! Co za czasy!

  5. ania_strzelecka mówi:

    dziewczyny, cos odkrylam – ze patrzenie tez chyba kosztuje, najwyrazniej. bo jesli nie patrzenie, TOOO COOOO???:))))

  6. admin mówi:

    Ot, zagwozdkę nam dałaś!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats