Sięgnęłam dna! | Goniąc króliczka
admin

9 grudnia 2008

Będzie krótko. Dzisiaj rano sięgnęłam dna. Było to ok. 8.30. I miało postać psiego bobka.

Zaspałam, a byłam umówiona z kamerzystą i młodymi naukowcami. Genialne dzieci strasznie onieśmielają, wierzcie mi, więc stresa z powodu spóźnienia miałam wielkiego.

W domu mam potworny bałagan, bo nie dość, że już przymierzamy się do dwóch numerów równocześnie (świąteczny i noworoczny), to jeszcze dzwonią przyjaciele z różnych instytucji z zaproszeniami. Akurat im nie mogę odmówić, więc mam już sińce pod oczyma, chroniczny brak czasu, notatki w nieładzie, włos wiecznie wzburzony, dziury w pamięci i poczucie, że nie wyrobię się ze wszystkim. No i ten bałagan.

Bałagan potęguje się, bo mam podkopane morale z powodu pralki. Jest zepsuta. Jak ją włączam, wysadza od razu korki. Na amen. Jaki sens ma sprzątanie, skoro nie można uprać narzut, ściereczek, ciuchów? No więc bałagan się pogłębia. Acha, dzwonię tak już drugi tydzień do serwisu i sypię iskry z zębów, bo ile można czekać na naprawdę? Zostać bez pralki przed świętami, to wierzcie mi, nieszczęście wielkie! Dziś dodatkowo puściłam dym uszami ze złości po kolejnej rozmowie z panem z serwisu. Był bardzo spokojny. K…a, ależ był spokojny!

A dno osiągnęłam rano. Ostatnio wszystkie psy wychodzą na siusiu-kupkę oprócz Sisi. Sisi ma 18 cm wzrostu i waży 1,5 kg. Zimowymi rankami jest jej najnormalniej zimno, więc kontestuje i całym małym pyszczkiem wyraża:

A ja to pieprzę, zostaję!

Dziś też została. I jak już wychodziłam, cała wyfiokowana, na to spóźnione właśnie spotkanie z młodymi geniuszami, na mojej drodze z pokoju do holu natknęłam się na ślicznie ukręconego Sisiowego bobka. No i zamiast go sprzątnąć od razu, pyrgnęłam go z buta pod kominek. Że potem sprzątnę.

I to było właśnie to dno.

A jak wróciłam, to bobek był rozdeptany. Nie wystarczyło już go podnieść. Trzeba było zeskrobać i zmyć.

To teraz idę założyć papierową torebkę na głowę.



16 komentarzy do “Sięgnęłam dna!”

  1. gucio mówi:

    Phi! Takie dno, to nic, tylko mały bobek (no dobra nieco plaskaty), ale nastawiałam się na coś mocnego, a tu…bobek…Czytałam z wypiekami, bo myślałam, że poleciałaś gdzieś z tym bobkiem np. przylepionym do jakiejś części garderoby, a tu tylko rozplaskany, w dodatku na podłodze…phi! Marnie skończył 🙂 To może choć powiesz, kto go rozplaskał…?

  2. gucio mówi:

    Sorrki, piszę z kompa Gucia, bo „wspólny” coś nie teges, ale to ja Guciowa i to wyżej też ja 🙂

  3. malgosia s mówi:

    Ja tam udaję, że nie widzę. Ale spróbuję zastosować patent z torebką na głowę. Chyba lepiej nie widać 🙂

  4. admin mówi:

    Do Guciowej z kompa Gucia: bobka rozplaskał Toy. Ten ślepy piesek. No szkoda, żebym jeszcze z plaskatym bobkiem na garderobie latała. To już by było drugie dno, niestety.

  5. admin mówi:

    Do Małgosi: Ta torebka na głowę, to ze wstydu…. Rumieńców nie widać.

  6. Borowy Duch mówi:

    Ja też myślałem, że się Tobie przykleił. I dopiero młodzi naukowcy na spotkaniu, wiedzeni poznawczymi chęciami, wzięli Cię do jakiegoś laboratorium na badania i odkryli co to za bobek. Po czym o odkryciu obwieścili do tej kamery, co to miała tam gdzieś być. O! W takiej sytuacji to torbę na głowę można zakładać. Ale teraz to za wcześnie Ofka… Za wcześnie…

  7. prowincjonalna_nauczyciela mówi:

    Pani Mariolu,
    w zabawie krążącej po blogach wskazałam Pani zapiski jako te, które szczególnie cenię:) Zapraszam:)

  8. malgosia s mówi:

    Ja rozumiem, ale patent jest dobry. Może zastosuję nawet wobec gości. Trochę będziemy przypominać Ku Klux Klan, ale za to żadne rozpaćkane bobki tudzież inne przyjemności, jakie można zobaczyć w domu zapracowanych kobiet, nie będą nikogo rozpraszać. Tylko zrobię dziury na otwory gębowe 🙂 Przyjeżdżasz? Guciowo, a Ty?

  9. admin mówi:

    Borowy Duchu! Z przyczepionym rozpaćkanym bobkiem jeszcze mi się nie zdarzyło chodzić, aczkolwiek z sianem we włosach to i owszem, zwłaszcza gdy robie wszystko jednocześnie: daję koniom śniadanie, wypuszczam je i sama też wyjeżdżam do pracy….

  10. admin mówi:

    Kochana Prowincjonalna Nauczycielko! Dobry duchu mój! To postaram sie częściej na blogu pisać! I zaraz zajrzę do tej zabawy.

  11. admin mówi:

    Małgosiu: A trzeba ze swoją torebką, czy będziesz miała zapas na tę okoliczność? Ja chętnie w takiej torebce posiedzę w szerszym gronie. Przyjeżdżam!

  12. malgosia s mówi:

    To może być ciekawe doświadczenie i z tej przyczyny zakupię zapas papierowych torebek. Mogę zatrudnić córkę do robienia ozdób. Bo może te torebki to będą np. foki albo delfiny? Byśmy się potem zdziwiły, hi hi, jakby zostawić Marcie wolną rękę w tej kwestii 🙂

  13. admin mówi:

    O tak! TOREBKI OD MARTY na pewno by nadały przedsięwzięciu nowy wymiar.

  14. lucyolejniczak mówi:

    A ja myślałam, że z tą torebką to tak dla uspokojenia nerwów. Widziałam na amerykańskich filmach, jak sobie ludzie do takiej torebki dychali – a tu tylko ze wstydu? Jakiż to wstyd? Jak się ma zwierzątka, to człowiek musiałby się bez przerwy wstydzić. Moja ukochana koteczka notorycznie sika mi do butów i już przestałam się wstydzić przy gościach. Teraz się WKURZAM, a wstydzi się koteczka. Jak nie wychodzi do przedpokoju, żeby mnie pożegnać, jak gdzieś wychodzę, to znaczy, że znowu nalała i schowała się za wersalkę. Znaczy, wstydzi się. Albo boi się strasznego machania szeleszczącą gazetą po ogonku ? Muszę się zastanowić…

  15. Guciowa mówi:

    To ja też się piszę na to „torebkowe spotkanie”. Małgosiu, tylko powiedz Marcie, żeby te torebki były twarzowe 🙂

  16. admin mówi:

    Lucy, moja Sisi oprócz bobków robi taki myk: po obiadku podchodzi do miseczek innych pisaków i sika w nie po kilka precyzyjnie wymierzonych kropelek. Ot, swołocz jedna.
    A tak na marginesie: SERWIS DO PRALKI NADAL NIE PRZYJECHAŁ!!!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats