Królik wdzięcznościowy | Goniąc króliczka
admin

11 stycznia 2009

Wdzięczność ma czasem przerażające oblicze. Ale to nie powód, żeby nie robić dobrych uczynków, nie?

Po pierwsze: Gucio dochodzi do siebie. Nie wiem, co wy mu tam przesyłaliście mentalnie, ale jest jak nowo narodzony prawie. Normalnie, ktoś był na haju! Przyznać się: kto? Bo ja też chcę! Tej energii ofkors.

Ale wracam do wdzięczności.  Otóż moj sąsiad pan Józik od lat leczy depresję. To starszy pan, cudowny człowiek, który kocha zwierzęta i jest samotny, bo siostra mieszka w drugiej części Polski. Zawsze w kieszeni nosi landrynki dla moich psich maluchów, jeśli przecisną się przez płot i polecą do niego żeby się przywitać. Pan Józik jest uważnym obserwatorem świata i życia i ma w związku z tym swoje oryginalne teorie. Gdy dostał ode mnie małego kotka, za jakiś czas zafrasował się czymś i wyznał:

On jest dziwny.

Dziwność polegała na stosunku kota do psów. Mianowicie atakował. A psy uciekały. Ale, pan Józik rozgryzł o co chodzi.

Bo to jest, proszę pani, KLON – poinformował mnie z naciskiem.

Przez jakiś czas się bałam, jak pan Józik będzie traktował klona, ale okazało się, że jest tolerancyjny i światowy, więc klon żarł kurze piersi, a pan Józik konserwy rybne, bo mu się nie przelewa. Cały pan Józik!

Ostatnie mrozy i wiatr źle panu Józikowi na zdrowie wyszły i się gorzej poczuł. Zaraz zamówiłam wizytę u mojej kochanej doktor Kwiatkowskiej, która ratuje moją rodzinę i przyjaciół w sytuacjach podbramkowych. Uspokoiłam pana Józika, że nie jest sam, zawiozę go osobiście, niech się nie martwi. Jeszcze przed wizytą pan Józik poczuł się lepiej i wizytę odwołał. Faktycznie poczuł się lepiej, mnie kamień z serca spadł.

– Niech pani przyjdzie o 10 z wiaderkiem – zadzwonił dziś rano z kategorycznym żądaniem.

Poleciałam zaniepokojona, nie pytając o nic. Pan Józik poprowadził mnie do obórki, wyciągnął królika i powiedział, że go zaciuka dla mnie. Z wdzięczności. Jezu!

Nie trzeba! – krzyczałam.

Trzeba – spokojnie przekonywał pan Józik. – Pani go przytrzyma.

Szit!

Nie mogę! – jęczałam. – Mam z tym problem. Z zabijaniem – doprecyzowałam.

To się pani odwróci – życzliwie poradził.

Uciekłam za józikową stodołę.  Wróciłam, jak pan Józik skórkę ściągał i puchate zwierzątko już nie było puchate. Wyglądało.., tak, że nie wiadomo, co to było. Mogłam już patrzeć. Dzielnie. Ale potem pan Józik wyciągnął drugiego królika. I też zaciukał, jak poleciałam za stodołę.

No i teraz mam dwa króliki w wiaderku.  Już wiem, co z nimi zrobię: zawiozę Guciowi. On dietę musi mieć po wyjściu ze szpitala, więc będzie jak znalazł. Oczywiście w tajemnicy przed Olką, która królika przez lata hodowała, więc na taki kanibalizm raczej zgody nie wyrazi. Ale, nie musi wiedzieć. A poza tym to królik wdzięcznościowy, no!



4 komentarze do “Królik wdzięcznościowy”

  1. olka mówi:

    hmm, w tajemnicy powiadasz…;)

  2. Tina mówi:

    O chryste… zaciukał… 🙁 trzeba było wziąć żywe! Tori miałaby sie czym bawić i nie zaczepiałaby już pomków 😉 hehe
    P.S. A Olka pewnie czyta bloga, więc i tak się dowie 😛

  3. admin mówi:

    Umówiłyście się, czy co? A Olka to chociaż mogłaby udawać, że nie czyta.
    Olciu…. kochanie… to dla zdrowotności… I niech pociechą ci będzie moja trauma, którą przeżyłam przy ciukaniu!
    Tina… Nie budź w harcie harciej natury. Tori i tak podejrzanie skubie te moje pomki.

  4. admin mówi:

    Tina na privie kazała mi poprawić charta na „ch”, żeby, jak to ujęła słodko, kwasiora nie było. To niniejszym poprawiam, bo w tym wyżej nie umiem. Chart się pisze przez „CH”.
    Tina, jesteś w porzo bachor.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats