Wychowam… jak Bóg da! | Goniąc króliczka
admin

15 kwietnia 2009

Można śmiało powiedzieć, że kurki zielononóżki padły mi na mózg. Dokumentnie. Efekt? Nie sypiam, jestem w głębokim stresie, a rodzina ucieka przede mną, wymawiając się pracami działkowymi, kłopotami z dziećmi lub wizytą u lekarza.

Wszystko miało wyglądać inaczej. Cywilizowanie i bezpiecznie. Miały być codzienne jajka na jajeczniczkę. Kurnik (nie Hilton) już jest, jak wiecie. Teraz trzeba tylko go zasiedlić. W tym celu przekopałam internet, żeby kupić kurki zielononóżki kuropatwiane. Chcę tylko te! Znoszą białe jajeczka z małą zawartością cholesterolu i są kurkami kultowymi. To stara polska rasa kochająca wolność. Kocha ją tak bardzo, że gdy nastała era kurnikarzy, zielononóżki niemal wyginęły, bo nie nadają się do hodowli zamkniętych. Za zaborów, jeśli w zagrodzie były zielononóżki, była to manifestacja patriotyzmu. Więc sami rozumiecie, że chcę mieć TYLKO TE!

Jazda zaczęła się, gdy odkryłam, że o zielononóżki nie jest łatwo. Zwłaszcza dorosłe. Prze przypadek dowiedziałam się, że Irek (hobbysta ornitolog ze stowarzyszenia BOCIAN) specjalnie udaje się gdzieś na Śląsk po kurczaczki zielononożki. Od tej pory wydzwaniałam do niego, zaczynając rozmowę od ryku bawoła:

Iiiiirrreeeek! Iiiiiirrreeeek!

Irek cmokał, jęczał, wił się i niczego nie obiecywał. Rozsyłałam wici o kurkach, gdzie się dało. Nawet ogłoszenie zamieściłam, że kupię i nie poskąpię. Nic!

Z pomocą nieoczekiwanie przyszedł Piotr.

Jesteś w czepku urodzona! Za dwa tygodnie będzie wylęg, przyjedziesz i odbierzesz. Z prawdziwej fermy zarodowej! Prawdziwe zielononóżki! Ile chcesz?

No z pięć! – wrzasnęłam uradowana między jednym całusem odciśniętym na słuchawce telefonu, a drugim.

Cisza po drugiej stronie, już dała mi do myślenia.

Nie zawracaj mi dupy!Piotr z właściwym sobie wdziękiem przejął inicjatywę. – Pięć! Pięć! Minimum dwadzieścia masz wziąć. Potem chłopom na swojej wsi sprzedasz.

Dobra. Będzie dwadzieścia. Sklęsłam mocno w sobie, ale co tam… Dobiły mnie dopiero kolejne szczegóły. Otóż: kurczaczki będą jednodniowe!

Jak ja je wychowam? – rozpaczam w słuchawkę, szukając ukojenia u Stefano.

Wychowaś – uspokaja Stefano bez przekonania. – Elektryczną kwokę im daś.

Zaraz potem okazało się, że niemal równo z terminem odbioru osesków, ja będę musiała wyjechać do Gdyni. Jasna cholera! Bachor ma zajęcia, koty na wieść o kurczaczkach zaczęły się oblizywać. Pierwszą bezsenną noc miałam z głowy. Drugą i trzecią też…

Problem na razie ma być rozwiązany następująco: kurczaczki trafią do mojej mamy, do mieszkania w bloku. Oczywiście rodzina roztrząsa na wszelkie możliwe sposoby mój brak rozumu i odpowiedzialności. Mama upewnia się tylko, czy na pewno odbiorę od niej tych dwadzieścia kur. Ja obiecuję, że będę codziennie dzwonić. Zewsząd zaczęły napływać do mnie elektryczne kwoki. Mam już dwie, kolejnych dwóch odmówiłam. Wczoraj kupiłam poidełko dla kurczaczków. A spać i tak nie mogę! Podobno ich pierwszy posiłek to ma być pociapane jajeczko. Bachor się zdegustował.

Kanibalizmu ich uczysz! One dzień wcześniej same jajkiem były!

Zgłupiałam już. Mogą w końcu jeść jajko, czy nie? Chryste! Muszę zadzwonić do Piotra, ale wcześniej wypiszę sobie pytania na kartce, bo jak się rozproszę, to znowu powie, że zawracam mu dupę. Mam stresa! Moja matka też. Rodzina z ciekawością przygląda się, co będzie dalej.

Ale jajka, to pewnie będą jedli! Cwaniaki.



10 komentarzy do “Wychowam… jak Bóg da!”

  1. lucyolejniczak mówi:

    Łomatko! Nic innego nie przychodzi mi do głowy…:)

  2. admin mówi:

    No to mnie dobiłaś!

  3. Piotr Jaworski mówi:

    „…..- Nie zawracaj mi dupy! – Piotr z właściwym sobie wdziękiem przejął inicjatywę…” – NIC TAKIEGO NIE MÓWIŁEM!!! JA NIE UŻYWAM TAKICH SŁÓW!!!PRZYSIĘGAM!!!

  4. wiolka mówi:

    Oj będą jedli,będę-my sami już jemy od prawie roku.
    Jajeczka bialutkie choć-jak na jaja kurze malutkie.

  5. admin mówi:

    Piotruś! Nie będę się kajać, bo kocham twoje brzydkie wyrazy. Nikt ich nie cedzi z taką poezją, jak Ty! Zazdroszczę Ci tego niewątpliwego talentu. Czasem w domu ćwiczę, ale, kurde, MISTRZ jest tylko jeden…

  6. admin mówi:

    Wioluś! Pozwól, że zwalę teraz winę na Ciebie. Bo to przez to twoje gadanie o jajkach zielononóżki zachorowałam na te kury! Jesteś poniekąd matką chrzestną 20 kurczaczków, które trafią w moje nieodpowiedzialne ręce. Gdyby nie Ty, to nawet bym nie wiedziała, że zielononóżki istnieją!

  7. wiolka mówi:

    He he he – mam nadzieję,że MATKą CHRZESTNą WIRTUALNą -mnie wystarczy moich 7 pomorskich „piranii”,momentami przypominajace zmokłe kury,piejące o piatej rano jak koguty,upierdliwe-jak gęsi i cwane jak lisy ale …..hm INTELIGENTNE-JAK PANI….. hi hi hi i……..w tym momencie obrastając w piórka czuję się sama jak ZIELONONóZKA KUROPATWIANA przesiadująca w kurniku ,popijająca GINNESA i od czasu do czasu wypatrujaca przez małe okienko jakiegoś przystojnego KOGUTA w zielonych butach ,z grzebieniem po pas i piejącym z zachwytu na mój widok nieraz.

  8. admin mówi:

    Dobra. Zawezmę się i wychowam! A potem okaże się, że sukces ma wielu ojców. Pierwsze jajko rozbiję o kurnik niczym butelkę szampana o burtę wodującego statku. Zobaczycie!

  9. Guciowa mówi:

    Ja Ci, kurde, rozbiję!!! Patriotyczne jajka chcesz rozbijać???!!! VETO!
    A kurczaki to się chyba samym żółtkiem karmi…tak coś mi się o uszy obiło…

  10. admin mówi:

    No fakt, patriotyczne jajko głupio rozbijać o niehiltona… Chciałabym ci tylko przypomnieć, żeś się napaliła, że jako ta Zosia będziesz moje kury karmić… Czy nie mogłabyś zacząć od wtorku?

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats