Jelonek | Goniąc króliczka
admin

28 maja 2009

Piszę na gorąco, bo się we mnie gotuje. Nie będę używać nazwisk i stanowisk. Chcę tylko oddać ducha tego, co się dzieje. A nadmieniam, że wzięłam urlop, żeby kończyć książkę. No i gówno, za przeproszeniem. Nie dadzą popisać!

25 maja mieszkańcy Siedlec zauważyli, że na jednej z posesji zabłąkał się młody jelonek. Przerażony, nękany przez psy, samiutki. Powiadomili odpowiednie służby. Dziś mamy 28 maja, jelonek nadal błąka się za ogrodzeniem, a służby… wymieniają między sobą pisma! Przytoczę kilka rozmów, które odbyłam w tej sprawie. Pierwsze pytanie, to oczywiście, co dalej z jelonkiem?

Instytucja pierwsza:

Nie wiem, właśnie się zaznajamiam z pismem.

To za ile mogę zadzwonić? Za godzinę?

… Może po południu?

Instytucja druga:

– To się nic nie da zrobić… To dzikie zwierzę, to nie pod moją jurysdykcją…  Nawet jak go się złapie, to umrze ze stresu… Poszło już pismo do związku łowieckiego… A wie pani… miałem lekki udar… chce pani owieczkę?

Nie, nie chcę, k…a żadnej owieczki!

Instytucja trzecia:

Jedyne, co mogliśmy zrobić to powiadomić stosowne służby, wysłaliśmy pisma.

(Tu emocje mi puściły, i to jak!)

– A gdyby panu wkręciło jajka w szprychy i lekarz wpierw wysłał pismo do przełożonego, czy może takie klejnoty ruszyć?! Halo! Słyszy mnie pan? Halo!

… Halo?

Mam otwarty komputer i myśl przewodnią wątku, który dziś miałam kończyć. Jak dotąd nie udało mi się sklecić sensownego zdania. Żałuję, że nie mieszkam w Ameryce. Tam mogłabym zaskarżyć wszystkie te służby za utrudnianie w pisaniu bestsellera. Ot, co! A tak siedzę tylko i  myślę o jelonku.

O, proszę, zadzwoniła Tereska z Kuriera Mazowieckiego. Ustaliła, na której posesji jest jelonek. Cytuje mi, co powiedział jeden z fachowców, którego zresztą już tu zacytowałam:

Oj, jak mu wodę podają do picia, to już go nie można ruszyć. Bo jak się oswoił, to przepadnie w lesie…

Ręce opadają.



2 komentarze do “Jelonek”

  1. Tina mówi:

    Co z tym jelonkiem? Wiadomo jak sie ta sprawa zakonczyła?

  2. admin mówi:

    Jelonek szczęśliwie został uśpiony z dmuchawy na strzykawki i wywieziony do prywatnego gospodarstwa przy lesie, skąd po wybudzeniu z narkozy i obserwacji został wypuszczony do lasu. Sprawy nie odpuszczę, bo ratowało go kilku zapaleńców w inicjatywie prywatnej, a żadnej instytucji nie było! Teraz czekam na odpowiedź z ministerstwa ochrony środowiska, ale już zbieram komentarze osób odpowiedzialnych, zaczynając z nimi rozmowę od stwierdzenia: ale dupy to daliście… A niech się denerwują, tak jak ja podczas akcji ratunkowej! Nazwiska pana który jelonka na obserwacje przyjął nie podam, bo mimo iz pomógł, to mógłby być ukarany. Na przetrzymywanie dzikiego zwierzęcia trzeba mieć zezwolenie od ministra.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats