A jabłusko jes najlepse… | Goniąc króliczka
admin

21 stycznia 2010

Zima uziemiła mnie w domu. Śniegu mamy tak do tyłeczka. Do Niehiltona prowadzi udeptana ścieżka. Tta ścieżka idzie potem w kilku kierunkach. Jeśli się z niej krokiem zboczy, to wpada się w zaspę i śnieg włazi do butów. Chodzimy więc utartymi ścieżkami.

– No… to jak na spacerniaku – podsumował sceptycznie Irek z Jagodnego.

Spacerniak! No właśnie! Irek otworzył mi oczy! Jestem w więzieniu! Masakra.

O Irku jeszcze nie pisałam. Irek jest mistrzem w powożeniu zaprzęgami parokonnymi.  Nikt tak nie smaży karpia, jak on. Jest twardzielem, ale raz widziałam, jak miękną mu kolana. Nagrywaliśmy wtedy mój  program w TV Siedlce. Natalka się trochę nudziła. Była w zaawansowanej ciąży. Podeszła do otwartego okna, a studio mieści się na XI pietrze. A potem wszystko stało się błyskawicznie: Irek zerwał się, podbiegł do niej, zatrzasnął futrynę i patrzył w panice, czy nic jej się nie stało. Natalka zaś ze zdziwieniem.  Jeszcze nigdy nie widziałam w jego oczach takiego strachu!

Uwielbiam jego poczucie humoru. Zawsze stawia sobie za punkt honoru odprowadzanie gości do samochodów. Każdy macha ręką, bo wJagodnem czuje się jak w domu:

Irek, trafimy!

Irek kłania się z galanterią i serwuje złotą myśl:

Gość porządnie odprowadzony nie ma prawa zawrócić!

Justyna pojechała kiedyś do Jagodnego, aby napisać o sukcesach Irka. Akurat Ukraińcy poprosili go, aby trenował ich kadrę narodową. Justynę powitała entuzjastycznie Helenka, córka Irka i Natalki.

A jabłusko jes najlepse – zaatakowała Justynę z tajemniczą miną.

Justyna, osoba spolegliwa, przytaknęła, że tak jabłuszko dobre na wszystko.

A jabłusko jes najlepsze – znowu podkreśliło dziecko z naciskiem.

Po kilku kolejnych zagajeniach o jabłusku, Justyna zadała w końcu właściwe pytanie:

A dlaczego jabłuszko jest najlepsze?

Helenka zniżyła głos konspiracyjnie:

Bo po jabłusku jes kupka!

Jasne! Od tamtej pory, co niektóre sprawy kwitujemy z Justyną:

A jabłusko jes najlepsze!

Tak, Helenka to klasyk. Jak tatuś. A ja mam spacerniak!



8 komentarzy do “A jabłusko jes najlepse…”

  1. Ewa mówi:

    Intryguje mnie stwierdzenie „Gość porządnie odprowadzony nie ma prawa zawrócić!” A gość witany z kijem przy bramie i eskortowany z tymże kijem do domu, do którego przyjechał z wizytą?

  2. Kasia Hordyniec mówi:

    faktycznie działają i nawet mogłam doczytać historię do końca, bo wczoraj to było tylko wspomniane o karpiu i że nie zawsze jest taki twardziel. Teraz rozumiem, że nie pęka z byle powodu. Jak tak o nim piszesz, to żałuję, że nie miałam okazji poznać ich tak bliżej, nawet nie wiem, czy on wtedy już był ze swoją Natalką, ale pamiętam, ze były takie 2 kobiety, które przyjeżdżały do nas tankować i szczególnie latem, kiedy ciepło, zwlekały z odjazdem, jeszcze kawę piły, jeszcze placki jadły, żeby tylko dac sobie szansę Irka zobaczyć. Jakoś tak wespół zespół się w nim kochały. Kiedyś przypadkiem usłyszałam, jak o tym rozmawiały, że jak im się poszczęści, to go zobaczą, ubranego jak dziedzic (taki raczej pracujący dziedzic), w wozie terenowym. Bardzo mnie te dwie dziewczyny rozczulały, miały tak pod 30, a zachowywały sie jak pensjonarki. I rumieniły się (sprawdzilam!) kiedy podjeżdżał.
    A jeżeli chodzi o odprowadzanie gości, to tu jest taki piękny zwyczaj, który i ja kultywuję, że każdy gość witany jest w progu i żegnany na zewnątrz, czy wieje, czy leje, macha się mu na pożegnanie tak długo aż znikną światła jego samochodu w oddali. A ten odjeżdżający, kiedy już wie, że za chwilę wizyta będzie wspomnieniem zaledwie, zanim zniknie daje krótki sygnał klaksonem. Miłe.

  3. admin mówi:

    Ooooo! Słooodkie z tym klaksonkiem!!!!
    Nie, najwyraźniej Irek nie był jeszcze z Natalką:), ale dwie panie bardzo rozumiem. On tak niechcący jest pożeraczem serc niewieścich, jako ten dziedzic, żeby nie rzec – ordynat!

  4. admin mówi:

    A ci od kija zawracają! Znaczy, ciągnie ich nazad. Zjawisko niezrozumiałe, ale bardzo miłe.
    A to powiedzonko Irka uwielbiam i kiedyś je sprzedałam, ale chyba nie spotkało się ze zrozumieniem. Ups!

  5. To ja... Guciowa mówi:

    Ja się wręcz domagam kija przy powitaniu i pożegnaniu(ze zrozumiałych psich względów)!Wtedy czuję się dobrze powitana i pożegnana. Bardzo podoba mi się ten motyw z klaksonem 🙂 Wykorzystam go przy następnej wizycie. Może zrobię małą „wariację” i zamiast krótkiego klaksonika, będzie to pii pii,pipipi – jeszcze nad tym pomyślę… 🙂

  6. admin mówi:

    To ja se kupię taką trąbkę jak mają kibole. Ty pipniesz, ja trąbnę, ty pipniesz, ja trąbnę… I zrobimy nową świecka tradycję!

  7. lucyolejniczak mówi:

    „Gość porządnie odprowadzony…” To jest cudne! Błagam, zapytaj pana Irka, czy mogę to kiedyś użyć w swojej książce?
    A co do witania, to nigdy mnie nikt tak serdecznie nie witał jak z kijem właśnie na Smoczym Polu. I wrócę 🙂

  8. admin mówi:

    Ja chyba też gdzieś to już wykorzystałam, ale wydaję mi sie, że powiedzonko warte jest szerszego użycia! Jestem pewna, że Irek tantiemów nie zarząda, ale na karpia to chyba do niego pojedziemy, co?
    A mój kij do witania nazwałam „witaczem” i już się nie stresuję. Biegam do gości z witaczem, a nie z pagajem, ot co!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats