Samo życie | Goniąc króliczka
admin

5 lutego 2010
Wpadły mi w ręce notatki ze studium scenariuszowego. To były jedne z pierwszych zajęć, gdy jeszcze się mało znaliśmy w grupach i wszystko było nowe. Przed jednym z seminariów odbyła się rozmowa.

- Macie pomysł?
- A, to tak już na poważnie trzeba było?! – ktoś wpada w panikę.
- W sumie, to nikt nam chyba nie KAZAŁ…
- No, tak wyraźnie, to nie było powiedziane!
- Raczej luźno…
- Faktycznie, presji nie było…
- No…
I chyba zwagarowaliśmy na kawę. Najwyraźniej mieliśmy niemoc twórczą, ale to grupowe usprawiedliwianie się, to prawdziwy majstersztyk! Brak presji rozgrzeszył nas wszystkich.
Zaraz potem trafiłam na szaloną imprezę Halloween. Najbardziej utkwiła mi w pamięci rozmowa dwóch, trudnych do rozpoznania gości. Jeden miał kudłatą perukę jaskiniowca i odpowiednie do tego skórzane wdzianko z maczugą, drugi był ubrany w tatuaże. Cały kolorowy, nie miał skrawka skóry o normalnej barwie.
Jaskiniowiec kiwał się lekko na nogach i z wielką intensywnością wpatrywał się w wytatuowanego faceta.
- Widzę… widzę… mnogość na twojej twarzy – zwierzył się jaskiniowiec z pewnymi przegłosami w mowie.
Facet w tatuażach wyprężył się dumnie.
- To się nazywa mako – wskazał na precyzyjne wzorki i jeszcze na wszelki wypadek przeliterował. – M-A-K-O!
Jaskiniowiec otworzył usta i wyjąkał z szacunkiem:
- O ja… jak.. rany!
Gość w tatuażach wydawał mi się znajomy, ale kompletnie nie mogłam go skojarzyć. Złapałam przechodzącego Krzyśka i dyskretnie wskazałam twarz w MAKO.
- Kto to jest?
Krzysiek starał się skoncentrować wzrok na jednym punkcie, ale mu się nie udało. Zamrugał oczami, leciutko czknął i stwierdził ze zdziwieniem:
- To chyba Michael Jackson!
Tak. A ja Tina Turner. Krzysiek nie na wiele się przydał.
Spisałam potem te rozmowy z myślą, że wykorzystam do któregoś pomysłu. Ale koleżeństwo uznało, że za bardzo pojechałam. Nie chcieli wierzyć, że byłam świadkiem. To było zupełnie tak, jak z kolegą z klasy matematycznej w „Królówce”. Z czysto biologicznej ciekawości potrząsnął słojem ze szczurem w formalinie. I ten słój mu wybuchł. Pani profesor na początku krzyczała przerażona, że mu oczy wypali, a potem się wściekła.
- On ich kryje! Mówi, że sam się oblał! On ich kryje! – raportowała dyrektorowi.
Szczur ponoć wcześniej latał w tym słoju po całej klasie, ale jak Grześ tylko potrząsnął, to mu wybuchło. I tyle.
Tak. Życie przynosi nam scenariusze pojechane i niewiarygodne. Takie, których nawet nie można wykorzystać w kinie, bo nikt nie uwierzy, że może się przydarzyć. I dobrze. Bo najgorzej, jakby nudno było.



4 Odpowiedzi do “Samo życie”

  1. Kasia Hordyniec mówi:

    Guy de Maupassant mawiał, że wystarczy mówić prawdę, żeby nam nie uwierzono. Sprawdziłam. Zgadza się.

  2. admin mówi:

    Mnie też zdarzało się parę razy zaczynać relację z wydarzeń od kluczowych słów: No nie uwierzysz! I bywały to prorocze słowa…

  3. Ewa mówi:

    A mówią, że prawda sama potrafi się obronić.

  4. admin mówi:

    Jak widać, czasem w wielkich bólach…

Dodaj komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing


FireStats icon Działa dzięki FireStats