Nasze stare kawalery | Goniąc króliczka
admin

1 czerwca 2008

Kolorytem każdej wioski są wiecznie pijani starzy kawalerowie. My, na Smoczym polu, też takich mamy. Na szczęście „nasze kawalery” to chłopy z fantazją i kulturą, co najwyżej upierdliwe są. Jak choćby pan Roman. Ot, leży kiedyś pod moją bramą, na samym zakręcie, i śpi. Rower leży obok. Na dobrą sprawę można go przejechać i nie zauważyć. Budzę go litościwie. Pan Roman zrywa się, staje na baczność, mruga oczami i widać, że poznaje. Błogo się uśmiecha.

Siękuję, sze mie pani obuziła – bełkocze kłaniając się sztywno. Bierze rower i odchodzi. Pełna kultura.

Innym razem przyszedł interweniować w sprawie Burka. To terierowaty kundel, który nienawidzi pijanych. jak poczuje promile, gryzie.

Ja w spr…sprawie Frania – zaczyna Roman.

Burka – poprawiam, bo słyszałam już jak Roman z Franiem, czyli z Burkiem gadał.

Frrranio wyskoczył przez płot… jjjjakem jechał na rrrofesze. Dogonił mnie po…po…pod moją stodołą i ugryzłRoman podwija nogawkę. Na chudej jak patyk, białej łydce widać ślady psich zębów.

Ups. Niedobrze. Nie dość, że Burek chapnął nieźle, to jeszcze afront zrobił. Gryźć Romana pod jego stodołą?! Nie wiem, co powiedzieć, tym bardziej, że Roman na interwencję też przyszedł pijany i Burek patrzył na niego łapczywie.

Pani Mmmmaryjoolko… Szy bęzie pppani miała… soś pszeciyfko, szebym następnym rrrazem… wpie…wpie…wpierdolił mu witką? – Roman ukłonił się przy tym z szacunkiem.

Popatrzyłam w te szczere załzawione oczęta. Cóż, sprawiedliwość musi być.

Dobra. Jak ugryzie, wpierdol mu panie Romanie, ale tak żeby karku nie przetrącić – powiedziałam uroczyście.

Roman uśmiechnął się szczęśliwy. Popatrzył z triumfem na Burka.

Dobry Franio – wyciągnął rękę aby go pogłaskać, ale w porę ją cofnął, bo Burek się zagotował.

Wczoraj Roman doprowadził mnie do białej gorączki. Szykowałam właśnie żwirową ścieżkę do truskawek, gdy stanął przy bramie i zaczął mnie wołać. Psy szalały, a ja z daleka widziałam, że kawaler ledwo trzyma się na nogach.

– Wesele jest, bramę będę robił – wyjaśnił, gdy z niechęcią podeszłam.

– A rób pan – machnęłam ręką i wróciłam z ulgą do pracy.

– Ale pogadać chciałem – przekrzykiwał psi jazgot.

– Nie mam czasu!

– A flakonik pani ma? Na bramie muszą kwiaty.

– Nie mam.

– To może pustą butelkę?

– Nie mam.

– A musztardówkę?

Chryste Panie! Wróciłam do żwirowej ścieżki. Roman niestrudzenie wymyślał kolejne naczynka, ale ja już nie słuchałam. Na koniec usłyszałam kulturalne:

To dziękuję!

I pojechał. Ta kultura kiedyś go zgubi. Ja rozumiem, że chce grzecznie, pięknie i z kwiatami. Ale ktoś o słabszych nerwach mu kiedyś… A, nieważne. Kilka dni temu Roman przegalopował na oklep na zimnokrwistej potężnej kobyle, machając czapką i śpiewając „Przybyyyly ułany pod okeeeenko!”. Burek – Franio nie wyskoczył przez płot, bo zgłupiał. I może to jest sposób?



6 komentarzy do “Nasze stare kawalery”

  1. Tina Bauer mówi:

    Hahaha, ale śię uśmiałam. Ty jak coś opiszesz to paść można. Żałuje,że nie widziałam tego galopu.. 😀

  2. admin mówi:

    Kobyła ważyła z tonę, ale gnała jak rumak. Narobili rabanu jak cały pułk kawalerii! A Roman miał rozchełstaną koszulę i włos zmierzwiony. Jak na wiejskie warunki to wyglądał seksy…

  3. lucyolejniczak mówi:

    Po prostu, cudna historia 🙂

  4. admin mówi:

    Toż ja powtarzam wszem i wobec, że w raju mieszkam :)!

  5. Edyta Z. mówi:

    Nie, no teraz to już muszę skomentować. Mariolka, te Twoje anegdotki są prostu obłędne. Uśmieję się zawsze do łez. I łapię się na tym, że przynajmniej raz na dwa dni muszę wejść na Twoją stronę i sprawdzić, czy jest jakaś nowa. Super blog. Czyta się go jak dobrą komedię. Musisz chyba spisać te swoje historyjki, bo są super. Pozdrawiam.

  6. admin mówi:

    Miło mi to czytać! Czasem historie same się piszą, a przy takich sąsiadach, to ho ho!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats