Siła charakteru, czyli za dużo masła | Goniąc króliczka
admin

17 lutego 2010

Kurde, znowu dieta! Guciowa mnie zmusiła! Właśnie obwieściła, że schudła cztery kilo. Chcąc nie chcąc, ja też muszę. Moja ukochana sędzia kynologiczna, dziewczyna z czystego złota, podeszła do moich zapędów z pełną dezaprobatą.

- A ja lubię JEŚĆ, lubię PIĆ i lubię mieć DUPĘ  – napisała mi na gg.

I jeszcze coś wplotła o spodniach w gumkę. Dwa dni później zobaczyłam opis na jej gg: „Życie to jedno wielkie gówno, a potem się umiera”. W tym kontekście spodnie w gumkę nie mają znaczenia. Ale, że zaczęłam dietę, nie mogę ot, tak przerwać.

Justyna też jest na diecie, więc mi raźniej. Jesteśmy na świeżo po wymianie doświadczeń z produktami niskokalorycznymi.

- Flaki mają 50 kcal w 100 gramach – przekonywała mnie przed chwilą.

- Flaki typu: zupa z brzucha? – upewniłam się.

Zupa z brzucha była przebojem ze trzy lata temu, gdy do naszej redakcji zawitał z wizytą kirgijski dziennikarz. Mieliśmy okropny problem językowy. Przed wyjazdem, zapytany, co najbardziej zapamięta z Polski, odparł, że zupę z brzucha. Zrobiło nam się najpierw gorąco, potem słabo. Dziennikarz widząc nasze baranie spojrzenia, głaskał się nawet po brzuszku i poklepywał. Okazało się, że chodziło o flaki.

- Szczaw też ma mało kalorii, zrób sobie rosołek szczawiowy – zachęcała Justyna.

Ale szczaw mi wyszedł. Moja matka zbiesiła się i nie chciała rwać szczawiu za domem. Stwierdziła, że pewnie psy na niego sikały. Jakby nie można było umyć!

- Właśnie! – poparła mnie Justyna z pełnym zrozumieniem.

No i moja matka biegała za szczawiem pod las, gdzie z kolei krowy biegały rozochocone za nią. Mama w panice wracała do domu i psioczyła na rogate bydlę. W efekcie szczawiu było na zimę mało i cały wyszedł. A tu człowiek che się odchudzać. Pech!

Oczywiście o niczym innym nie mogę myśleć, jak o jedzeniu. Właśnie opracowuję jadłospisy, co i ile zjem, jak już się odchudzę! Ależ sobie zrobię orgię! I piwem popiję! Jezu! Nie mogę się doczekać!

Wczoraj dałam okropnego ciała. Miałam nagranie do telewizji kablowej. Bardzo wcześnie. Umyłam włosy wieczorem, bo poranne wyjazdy ze Smoczego Pola w warunkach śniegowych należą do sportów ekstremalnych, więc rano na nic nie ma czasu. Zasnęłam z mokrą głową licząc, że spustoszenia naprawię prostownicą. Rano patrzę w lustro, a ja mam strąki! Jakbym przez dwa tygodnie głowy nie myła! Po prostu zapomniałam spłukać odżywkę. Nie było szans na powtórne mycie pustego łba. I tak stanęłam przed kamerą!

- Obcięłaś włosy? – dziwiła się z naganą Bono w redakcji. I dobiła mnie:  – Muszę ci powiedzieć, że bardzo niekorzystnie.

Jasne.

Justyna powiedziała, że pewnie jem za dużo masła. A masło na pamięć szkodzi i ma dużo kalorii.

Patrzę teraz na Józię, psa mutanta bez ani jednego zęba. Ukradła psom wszystkie gryzaki! Leży na nich i pilnuje. Obślinia, bo gryźć nie może. To jest siła charakteru! Ale rozumiem ją bardzo: chciałaby je pożreć, tylko nie może… Zupełnie, jak ja!



15 Odpowiedzi do “Siła charakteru, czyli za dużo masła”

  1. Ewa mówi:

    Zupa z brzucha- dobry pomysł! A jak zastąpi się brzuch boczniakiem- jeszcze lepszy! I zdrowszy, bo boczniak działa korzystnie na poziom cholesterolu, znaczy zmniejsza jego poziom, czy ogranicza wchłanianie (nie pamiętam dokładnie- wiem tylko, że działa korzystnie). Wszystko robimy dokładnie jak do gotowania flaczków, tylko zamiast flaczków dodajemy pokrojony w paseczki boczniak- same kapelusze, bo jego korzonki są niestrawne. Pyszota i nie różnią się smakiem od tych z brzucha.

  2. admin mówi:

    Justyna! Czy ty to widzisz? Co nam pani Ewa napisała? Boczniak z brzucha! Przelicz, ile ma kalorii! Ale, że też on ma niestrawne korzonki! Dobrze wiedzieć, bo ja bym zeżarła. Ja bym WSZYSTKO zeżarła. Nawet teraz, w tej chwili! O boziu, jak ja bym zeżarła!

  3. nitencja mówi:

    Tyyyy ja Ci mówię życie za krótkie jest by sobie czego odmawiać . Potem sobie cos poodśnieżaj albo z psami na spacer :) Pozdrawiam znad piwka ( hehehe).

  4. admin mówi:

    Nitencjo! Ja już żyję chwilą, gdy siądę nad piwkiem i niczego sobie nie będę odmawiać. A te cztery kilo to sprawa honoru! I żeby się to dało załatwić odśnieżaniem!

  5. kasia mówi:

    no to jeszcze basenik :-D . Ale mogę zrozumieć sprawę honorową . :)
    W sumie jak kiedyś zrobiłam sobie dietę ( pierwszy i ostatni raz w życiu ) to po 2 tygodniach jedzenia „trocin” schudłam prawie 3 kg . :)

  6. Kasia Hordyniec mówi:

    A nie pomyslalas o turbanie czy czyms w tym stylu? Albo jakis moherowy beret i bys tak kontestowala? Tylko co?
    Cos bys tam wymyslila, cos co pasowalo by to tego nakrycia glowy, hihi
    U nas bardzo trudno utrzymac sensowne uczesanie na glowie, bo przewaznie wieje okrutnie, a do tego leje co pol godziny i nawet nie ma sensu parasolki wyjmowac, bo za moment wyglada jak skoczek narciarski, co zapomnial nart zapiac i polecial. Makabryczne porownanie. Poczatkujacego turyste w Irlandii poznaje sie po tym, ze jeszcze nosi ze soba parasol, natomiast doswiadczonego turyste w Irlandii poznaje sie po kogucie na glowie i kompletnym nieprzejmowaniu sie stanem wlosow.

  7. admin mówi:

    W diecie najgorsza jest faza wściekłości. Wszystko cię wkurza! Ja jeszcze jestem w fazie marzeń: kotlecik, piweczko, pierogi ze skwarkami…
    Ha! To jednak byłaś na diecie! O żesz!

  8. admin mówi:

    Piękne! Z tym początkującym turystą i bywalcem. A ja nie wymyśliłam nic! Poddałam się tzw. woli boskiej. Jedyne, co mogłam zastosować, to kategoryczne postanowienie: NIE BĘDĘ O TYM MYŚLEĆ! Tak jak ten skoczek co zapomniał przypiąć nart!

  9. To ja... Guciowa mówi:

    O żesz TY! Te cztery kilo zabrzmiało jak zarzut. Nie wiedziałam, że tak podziałały na Twój honor! :)Ja się nie katowałam dietą…samo tak jakoś wyszło… ale już mam kilo do przodu po pączkach i faworkach własnej roboty :)
    Mój sposób na poprawienie nastroju to: godzina spędzona na aerobiku, potem prysznic i piwko (żeby nie mieć zakwasów)! Super!

  10. Justyna mówi:

    Kochana, Ty mnie chyba nie doceniasz! Flaki z boczniaków jadłam w zeszłym tygodniu. Boguś też jadł i mu smakowało. Moim zdaniem bez rewelacji, ale zjeść się da i zapycha. No, ale boczniaki to jednak nie prawdziwe mięsko… A o tym, że korzonki niestrawne nie wiedziałam i pożarłam. Chyba już strawiłam…

  11. admin mówi:

    No ładnie! W tajemnicy żarłaś te boczniaki! Że tez sraczki, za przeproszeniem, nie dostałaś! A mnie tym szpinakiem oczy mydlisz! PRZYJACIÓŁKA!

  12. admin mówi:

    I tego „samo wyszło” nie mogę ci darować. Gdy pomyślę o moich cierpieniach…

  13. lucyolejniczak mówi:

    Odchudzanie to przesąd, ja Ci to mówię:) Co z tego, że człowiek zagłodzi się prawie na śmierć, kiedy potem musi przecież jeść. A odmówić sobie pysznego jedzonka i piwa? O, nie!
    Ja sobie nabyłam steppera i depczę na nim codziennie przez pół godziny wypacając hektolitry potu. Jak na razie schudłam chyba tylko w oczach, chociaż wydaje mi się jednak, że brzuch jakby mniejszy… I weselsza jestem. A przy głodówkach byłam wściekła.
    Precz z odchudzaniem!

  14. admin mówi:

    Lucy! Za dwa tygodnie będę krzyczeć tak jak ty! Jeszcze tylko dwa kilo i jak pierdyknę tą dietą, to tylko huk pójdzie! Cóż… ma właśnie fazę wściekłości…

  15. kasia mówi:

    lucyolejniczak !!! W końcu głos rozsądku !! Kocham Cię :) !

Dodaj komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing


FireStats icon Działa dzięki FireStats