Zetor, czyli sny o potędze | Goniąc króliczka
admin

12 marca 2009

Właśnie Nitencja mnie obsobaczyła, że na blogu pusto. No pusto, bo działo się, a działo! Najbardziej to się działo, jak zamówiłam wywrotkę żwiru na moją drogę, żebym mogła nią jeździć do pracy. Drogą, nie wywrotką. No i ta wywrotka się zakopała. Na pace 16 ton żwiru, ona sama z 10 ton, no i to błoto. Żwir miał być zrzucony w tak zwanym międzyczasie, bo Stasio cisnął i chciał teksty. Międzyczas, z racji akcji ratunkowej, przeciągnął się do kilku godzin.

- No i co? Ile masz? – pytał słodko Stasio.

- Eeee… – grałam na zwłokę, patrząc jak kolejne dwa ZETORY dojeżdżają do wywrotki.

- Kiedy ześlesz?

- Eeee…

Wiecie co? Mechanizacja rolnictwa jest wielka! Trzy ZETORY z trzech sąsiednich wsi wyciągnęły wywrotkę. Ale to był widok! Normalnie efekty z Terminatora to pikuś. Od razu zachciał mi się kupić takiego ZETORA, ale Bachor twierdzi, że mamy inne wydatki. Niech mu będzie.

A potem moje bezgraniczne zaufanie do Justyny zostało wystawione na ciężką próbę. Z racji jej urlopu macierzyńskiego, przejęłam organizację wyborów Miss Ziemi Siedleckiej. Podała mi numer do strategicznego sponsora. Dzwonię i dziwię sie, że odbiera kobieta.

- Ooo… to ja poproszę pana Artura – zagajam przytomnie.

- Oj, chyba pomyłka.

- Niemożliwe – przywołuję kobietę do porządku, bo przecież numer mam od Justyny, a ona firma solidna. – Pan Artur zmienił telefon?

- Nie, to nie był telefon żadnego pana Artura – grzecznie wyjaśnia kobieta.

- To pani się rozejrzy, na pewno pan Artur jest gdzieś w pobliżu – żądam kategorycznie.

No i okazało się, że jednak Justyna podała mi nie ten numer. To było doświadczenie na miarę końca świata.  Justyna i zły numer, też coś!

Ostatnio zrobiłam sobie w końcu prześwietlenie kolana, com je uszkodziła w przedświątecznej akcji „zielona strzała”. Siedzę sobie w kolejce i ględzę z inną pacjentką. Sympatyczna pani zwierzyła się, że 35 lat mieszkała w Warszawie i tylko na „stare lata” przyjechała do Siedlec. Mieszka tu już piąty rok.

- Wie pani co? Tu ludzie tak wolno jakoś chodzą, że dostaję od tego depresji. Jak jest mi tak bardzo źle, to jadę do Warszawy i od razu mi się poprawia. Popatrzę na ten pośpiech, ten zgiełk, ruch na ulicy i czuję, że znowu żyję!

Ha! Tak z depresji to się jeszcze nie leczyłam. Od razu przypomniały mi się opowieści mojej koleżanki o jej babci Nuneńce. Temperamentna to była babcia. Gdy jej schorowany mąż delikatnie odstawiał na stół szklankę (bardzo uważnie, bo drżały mu ręce i wszystko robił wolniutko), Nuneńka nie wytrzymywała. Porywała szklankę ze stołu i waliła nią z impetem o blat. Łup!

- Tak się szklankę stawia, stary! Tak się stawia! – pouczała męża Nuneńka.

Łup!

Nuneńka chyba nie lubiła słabości.

I ja chyba też nie. Stąd może mój pęd do kupna ZETORA. On koła ma większe niż ja mam wzrostu. Nieźle. Pogadam jeszcze z Bachorem.  Szkoda, że nie widział, jak te ZETORY ruszyły do przodu! Cudo! Może wtedy by zrozumiał.



4 Odpowiedzi do “Zetor, czyli sny o potędze”

  1. Ewa mówi:

    Na nowy sprzęt rolniczy można dostać dotację… Wtedy i na inne wydatki mogłoby wystarczyć.
    A co z kolanem? Zdrowia życzę!

  2. admin mówi:

    Co z kolankiem nie wiem, bo, oczywiście, zapomniałam odebrać rtg. Teraz drugie pół roku będę po ten wynik szła. Niech mnie w końcu ktoś kopnie!

  3. Babcia Dwuewa mówi:

    O Zetorze to mogłabyś ewentualnie porozmawiać z Krzyśkiem –
    o ile Cię Baśka nie zabije – za te duże maszyny! Bo Krzysiek je kocha , a Baśka nie! A kolano jak poćwiczysz na tych wertepach to samo z siebie będzie miało taką gimnastykę , że się nareperuje. A poza tym idzie wiosna i grządki czekają na zasiew. Gimnastyka nie tylko kolana gwarantowana.

  4. admin mówi:

    Na początek czeka mnie sprzątanie pozimowych psich kupek. Kupozbieracz AS czeka w gotowości bojowej, a ja się nie mogę zebrać, bo nie wiem od którego końca zacząć. Chyba trzeba tak po chłopsku: od płota do płota

Dodaj komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing


FireStats icon Działa dzięki FireStats
  • superplus