Ja i maszyny | Goniąc króliczka
admin

20 czerwca 2008

Nadrabiam zaległości. Zaczynam otaczać się maszynami, które w innych domach funkcjonują od lat. Taka zmywarka i mikrofalówka, na przykład. Stwierdzam jednak, że dzieli mnie od nich cywilizacyjna przepaść.

Zmywarka. Pierwszego dnia, po podłączeniu, włożyłam do niej naczynia, a do pojemniczka kostkę z detergentem. Brum, brum, myju – myju, koniec mycia. Zaglądam, naczynka czyste, ale pojemniczek na kostkę otwarty. Tknęło mnie:

Sam się otwiera, niedobrze. To pewnie pod wpływem wysokiej temperatury.

Powtarzam zaniepokojona mycie. Pojemniczek dociskam mocniej. Po myciu otwieram: pojemniczek znowu się SAM otworzył! Dzwonię do serwisu i zgłaszam usterkę w nowej (!) zmywarce. Opisuję dokładnie skandaliczne zjawisko. Pani przyjmuje zgłoszenie, serwis ma przyjechać za pięć dni. Trudno, poczekam. Ale radość z zakupu diabli wzięli. Dzwonię rozżalona do Stefano i Piotra, którzy kupili zmywarkę miesiąc wcześniej.

Oj, Piotra nie ma. Ale pitaj, możie ci odpowiem – mówi Stefano z tym pięknym włoskim akcentem.

Za chwilę usiadł ze śmiechu.

Bo to się musi otwierać. Naszia robi to samo!

OK. Odwołałam serwis. Pocieszam się myślą, że ja, nuworysz, mogłam nie wiedzieć, że pojemniczek musi się otwierać, ale pani pracująca w serwisie?! Przyjęła zgłoszenie i wysłałaby ekipę!

Teraz rozgryzam mikrofalówkę. Udało mi się spalić rybę w sosie koperkowym na funkcji grilla. Trudno. Najgorszy był obiad dla pana Jurka, mojego majstra, który do wczoraj budował mi drugą stodółkę na siano. Pan Jurek jest estetą kulinarnym. Razem z moją mamą wymieniają się przepisami na ciasto i inne cudności, które własnymi rączkami robi, jak, nie przymierzając stodółkę. Gotować dla niego, to właściwie stres. Chciałam mu odgrzać kotleta schabowego. Nastawiłam funkcję odgrzewacza na 9 minut. Złe przeczucia ogarnęły mnie już przy zsuwaniu kotleta na talerz pana Jurka. Bo kotlet… stuknął.

Eee, pan może sprawdzi, czy dobry – zachęciłam pana Jurka.

Nóż nie chciał się w kotleta wbić, więc pan Jurek spróbował go ugryźć. Nie dał rady. Ze zdziwieniem wziął go w palce i… zaczął stukać o talerz. Stukało jak kamień w porcelankę.

Odgrzałam drugiego, ustawiając na 2 minuty.

O, miękki – z ulgą ucieszył się pan Jurek.

Taaak… Cały czas sie uczę.



4 komentarze do “Ja i maszyny”

  1. Tina mówi:

    „… Ze zdziwieniem wziął go w palce i… zaczął stukać o talerz. Stukało jak kamień w porcelankę.” haha cudnie, Mariola, tylko ty tak potfaisz! Fajnie, że juz okiełznałas te dziwne machiny. 😉

  2. Tina mówi:

    Hm… tam miało być POTRAFISZ

  3. admin mówi:

    Nie mogę odżałować, że pan Jurek pyrgnął tego twardego kotleta psom. Strasznie, ale to strasznie chciałam go spróbować! Jak to możliwe, żeby nie dało się ugryźć kotleta?! Nie wypadało mi jednak na oczach pana Jurka wyrywać go psom z pysków.

  4. lucyolejniczak mówi:

    MUSISZ pisać takie notki częściej! Od razu lepiej mi się dzień zaczyna 🙂

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats