Baba z jajami | Goniąc króliczka
admin

5 lipca 2008

A teraz coś osobistego. Reprezentuję typ określany w życiu i w literaturze jako baba z jajami. Nic na to nie mogę poradzić.
Skutkuje to tym, że, na przykład, jeśli taki Piotr (baaardzo słuszny mężczyzna, około 2 metrów wzrostu i raczej ciężkiej wagi) chce „ukraść” na wystawie psów niepotrzebny już sędziom namiot (nam natomiast wręcz niezbędny), to patrzy oceniająco po zebranym towarzystwie i wyrokuje:

Potrzebuję Marioli i trzech mężczyzn.

Tak było w Warszawie na wystawie międzynarodowej, skąd inąd szalenie sympatycznej, bo moja duchowa siostrzyczka Wiola przywiozła szampana, który okazał się koniakiem, a Stefano zrobił tiramisu, które okazało się prawdziwym włoskim tiramisu. I mimo, że przy tych facetach, niosących trzy inne nogi namiotu, wyglądałam jak kwiatek do kożucha, moje jaja nabrały jeszcze wagi.

Moje jaja wkręcają mnie w różne sytuacje. Bo przecież nie rozum. Ot, jak choćby na pokazie kaskaderskim w Łukowie. Prowadzący imprezę Zbyszek Biaduń (świetny organizator i zapalony koniarz), po pierwszym występie kaskaderów zapowiedział, że do następnego będzie potrzebował odważnego mężczyzny. Pierwszy występ polegał na tym, że jednemu kaskaderowi zawiązali przepaską oczy, na głowie postawili butelkę z piwem, którą drugi kaskader zręcznie ściągnął świszczącym pejczem. Robiło wrażenie!

Zapraszamy do nas odważnego mężczyznę! – zachęcał Zbyszek entuzjastycznie.

Cisza. Wielka cisza. Oczywiście, zaraz zareagowały na nią moje jaja. Wystąpiłam dzielnie do przodu, a z szeregów gapiów z ulgą wypsnęło się wielkie:

Ufff.

Zbyszek nie stracił głowy, powitał mnie, nie odsyłając litościwie do niemrawego szeregu. Kalkulowałam: jak zdejmą z głowy pejczem piwo, to na pewno dadzą je w nagrodę odważnemu. Lubię piwo.

No i stało się. Najpierw zawiązali mi przepaską oczy. Człowiek dziwnie się czuje, jak nic nie widzi, słyszy natomiast niepokojące sygnały.

Oooch! – usłyszałam po chwili pełne grozy westchnienie tłumu.

Oj, nie jest dobrze – pomyślałam.

Wkurzyłam się od razu na facetów, z których żaden nie chciał przeżyć przygody. Po chwili poczułam na głowie coś miękkiego. Usłyszałam, jak Zbyszek wyjaśnia, że jest to kozacka czapka. Nadzieje na wygranie piwa strąconego pejczem prysły. Czapki pewnie nie dadzą. Jeszcze chwila i usłyszałam charakterystyczne świsty pejcza nad głową. I głos kogoś, kto komentował:

Niżej. Trochę w lewo. Niżej.

Ślepego mi dali, czy co? Jeszcze chwila i przy wielkim „Oooooch!” publiczności poczułam, jak znika z mojej głowy miękkie okrycie. I brawa. Ktoś podszedł i zdjął mi przepaskę z oczu. Przede mną stał kaskader z zawiązanymi przepaską oczyma, trzymał w ręku pejcz i czapkę kozacką. Znowu pożałowałam, że nie wygrałam piwa. Musiałam łyknąć coś mocniejszego. Świadomość, że machał mi przed twarzą pejczem facet bez oczu, ścięła mnie z nóg. Jaja skurczyły mi się do wielkości fistaszka. Ale, w tej euforii, chyba nikt tego nie zauważył. Od razu zrozumiałam to pełne grozy „Oooch” tłumu – pewnie wtedy zawiązywali mu oczy. Z tamtej historii pamiętam tylko to zaskoczenie. Zabijcie mnie, a nie powiem, jak wyglądał mój „oprawca”. To się chyba nazywa fachowo „wyparcie”.

Tak, jaja każą mi czasem robić różne rzeczy. Ale, w sumie, żadnej z nich nie żałuję.



2 komentarze do “Baba z jajami”

  1. malgosia s mówi:

    Tę wystawę w Warszawie sprzed roku doskonale pamiętam. Faktycznie, przytargałaś ten namiot 🙂 A tiramisu plus dodatki – doskonałe. To się nazywa życie! Lało wtedy jak z cebra, na co pewnie nikt nie zwrócił uwagi… Do następnej wystawy!

  2. admin mówi:

    Ta następna już w najbliższą niedzielę! Wiola specjalnie przyjeżdża na nią z Gdyni, mają też dojechać Jacek i Piotr, których jeszcze nie znasz, ale mówię ci – są super! Stefano i Piotr będą obowiązkowo. Wszystkich czytelników bloga zapraszamy: ring pomeranianów poznacie po wielkiej ekipie kibiców.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats