Łagodny wymiar kary | Goniąc króliczka
admin

23 lipca 2008

Ale mam zaległości! W spaniu, pisaniu, czytaniu, tylko w jedzeniu nie mam. Byłam nad morzem i jadłam rybki. Non stop. Bo kocham jeść rybki. Są pełne niespodzianek. Zamówiłam węgorza i byłam pewna, że dostanę ładną porcyjkę, taką w sam raz do posmakowania. Dostałam wielki talerz, na którym leżał zwinięty w spiralkę, długi na więcej niż pół metra metra, węgorz. Tyle szczęścia na raz! Zjadłam go oczywiście, udając, że wcale się nie odchudzam, bo nie muszę. I tak było ze wszystkim. Nad morzem było po prostu obficie.

Gościła nas w Rewie cudowna, pełna humoru i energii Basia, szefowa gdyńskiego związku kynologicznego. Jej dom pełen jest tej samej dobrej, radosnej energii. Rewa to raj dla turystów z psami. Co drugi gość na plaży ma psa. A trawniczki i plaża są czyściutkie, pozbawione psich gówieniek. Po prostu każdy właściciel sprząta po swoim piesku. My też przykładnie zbierałyśmy mikroskopijne kupki naszych pomeranianów. Oprócz jednej nocy. Po mocno piwnym wieczorze nie mogłyśmy odnaleźć w trawie pomeranianowego glutka.

No wie widzę go – mamrotała z rozpaczą Guciowa.

W przypływie braterskiej solidarności ja też wsadziłam nos w trawę. Bez skutku. Wtedy gorę wzięła ułańsko-piwna fantazja.

Chodź! – pociągnęłam bratową za smycz. – Najwyżej będzie na tego rottwailera.

Bo stałyśmy pod bramą, z której zawsze wychodził czarny potwór w kagańcu wielkości naszych psów. Dziś się tego wstydzę. Sugerować, że rottwailer robi bobki wielkości fasolki! Zgroza.

Muszę z niechęcią stwierdzić, ze mamy na polskich drogach nową rzeczywistość. No, kurde, nie da się już szybko jeździć! Bo łapią. Mnie też złapali, zaraz za Płońskiem. Lekko się zdenerwowałam, bo – nie będę ukrywać – punktów to już mi trochę urwało w tym roku.

200 zł mandat i 4 punkty karne – grzecznie poinformował pan policjant.

A że sympatyczny był, tośmy trochę pogadali. O tych punktach. Nie kryłam rozpaczy i skruchy. I tak jakoś wyszło, że w końcu mandat wyszedł 50 zł i… 0 punktów karnych!

Cały wieczór, jak dojadę, będę piła pana zdrowie! – obiecałam solennie.

Słowa dotrzymałam. To już drugi policjant, którego muszę uwzględniać w toastach. Pierwszy złapał mnie w rodzinnych Siedlcach, gdy wiozłam na Smocze Pole kochanego pisarza ( kryminał retro „Komisarz Maciejewski”) i redaktora mojej książki Marcina Wrońskiego i jego cudną żonę Basię. Policjant wyliczał:

Jedzie pani bez pasów, bez świateł i przejeżdża podwójną ciągłą. Uzbierało się na 400 złotych.

Podobno Marcin mnie uprzedzał, że się tu kręci policjant (wyjeżdżałam spod Tesco, gdzie faktycznie głupio namalowali same ciągłe linie!), ale, jak zauważyła Basia, zrobił to cienkim głosem, takim delikatnym, żeby nie zdenerwować kierowcy.

No wiesz! „Policja!” się krzyczy, a nie „Uważaj Mariolu, bo tu może być policjant” – wsiadłyśmy na niego z Basią.

Pan policjant, jak się dowiedział, że właśnie zostawiłam w szpitalu bachora na operację, rzekł z obrzydzeniem:

Niech pani jedzie!

Nie pamiętam, ile toastów wypiliśmy za niego, ale wydaje mi się, że wszystkie były mu dedykowane. Mam nadzieję, że wyjdzie mu to na zdrowie.

A z nową polską rzeczywistością na drogach muszę się oswoić. Nie ma innej opcji. Uczę się jeździć zgodnie z przepisami, co nie jest łatwe, bo zawsze mi się spieszy. Otuchy dodaje mi Justyna:

Mandat za przekroczenie prędkości to żaden wstyd. Za złe parkowanie, o to, tak, wstyd.

I żeby nie było wątpliwości: nie jestem piratem drogowym. Przekraczam prędkość, ale tak niedużo. Wkurzają mnie idioci wyprzedzający na trzeciego, prujący 150km/h. Ale ta podróż była przełomowa. Oświadczam, że znak drogowy to świętość! A panów policjantów gorąco pozdrawiam, całuję, itp. za ich dobre serca. No, proszę. Chyba sie nawet nie spodziewali, że łagodny wymiar kary da, aż taki skutek!



Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats