Tzw. niepodzianki | Goniąc króliczka
admin

24 lipca 2008

Moje pomerki zostały mianowane na honorowe teriery, a to za sprawą Kasi Nitki, sędziego kynologicznego. Kasia dała nawet link do mojego bloga na forum terierkowo. Poznałyśmy się w Gdyni i zapałałyśmy obopólną sympatią. Pozdrawiam Cię Kasiu i wszystkich hodowców terierów!

To dla odmiany opowiem wam o bokserce mojego brata Gucia. Sonia była psem postawnym i niesamowicie żywiołowym. W szale radości przy powitaniach jej krótki ogonek wirował z całą pupcią, obwisłe wargi latały na wszystkie strony rozpryskując ślinę po ścianach, meblach i ludziach. Ale to nic w porównaniu z tym, co działo się, gdy Sonia miała, za przeproszeniem, cieczkę. Przy jej ruchliwości, po „trudnych dniach” Soni, trzeba było malować ściany na nowo. Moja bratowa ratowała się zakładając Soni damskie majtki z solidną podpaską. Zamykała drzwi do wszystkich pomieszczeń, aby pies czekał na nich w korytarzu.

Gdy Guciom zepsuł się telewizor, bratowa umówiła się z monterem. Spotkała się z nim zaraz, jak podjechała pod dom, bo pan już czekał. Wpuściła go, uspokoiła psa, rejestrując kątem oka, że sprytna suka znowu zdjęła sobie gacie. Niedobry pies!

Drzwi do salonu były uchylone, ale nic mnie, kurde, nie tknęło! – opowiadała potem Guciowa. – Pan wszedł pierwszy i stanął jak wryty. Ja za nim. I co widzę? Na środku dywanu leżą damskie majtki z najwyraźniej używaną podpaską! I jak mu teraz powiedzieć, że to nie moje?!

Do końca wizyty pan naprawiał telewizor w pąsach i drżącymi rękami, a Guciowa uciekała do kuchni i tam waliła głową w blat kuchenki, z nadzieją, że jak się ocknie, to może wszystko okaże się nieprawdą. Żeby chociaż gacie były takie psie, specjalne, to nie! Zwykłe, różowe, z koronką. Gucie mieszkali wtedy na peryferiach miasta i najzwyczajniej w świecie nie chciało im się jechać po specjalistyczny sprawunek.

Obawiam się, że monter wyszedł z naszego domu z traumą – ubolewała potem Guciowa.

Osobiście ją rozumiem. Ja miałam pecha do moich kotów i jednego kolegi. Gdy tylko przeniosłam się na wieś, każdy chciał zobaczyć, jak mi się tam mieszka. Zbyszek też. Nadarzyła się okazja, by zrobił dobry uczynek i podwiózł mnie do domu. Dumna i blada otwieram domostwo, a tu smród nie z tej ziemi. Cóż, kotka Jagoda miała sraczkę. Oszczędzę wam szczegółów. Zbyszek fakt przebolał, nie komentował, ale też domu nie skomplementował. Rozumiem go. Kilka miesięcy później znowu podwiózł mnie na ranczo. Nie uwierzycie, ale historia się powtórzyła. Otwieram dom i smród wypycha nas na zewnątrz. Tak, tak. Kotka Jagoda znowu miała sraczkę. I tak sobie myślę, że Zbyszek sobie myśli, że u mnie tak zawsze. Na wszelki wypadek nie proszę go już o podwozową przysługę. W trosce o jego nerwy i żołądek Jagody.

A wy? Macie podobne problemy?



4 komentarze do “Tzw. niepodzianki”

  1. Marylka mówi:

    Oj ja miałam gorszą przygodę z moim koteczkiem.
    Otóż mój mały urwis tak mnie kocha ze czasem znaczy moje ubrania swoim zapachem 🙁
    01 kwietnia tego roku (prima aprilis mój kotek sobie ze mnie zażartował) 1 dzień mojej nowej pracy. Ubrałam się wyszłam z domu oczywiście w biegu na autobus nic nie poczułam.
    Wsiadłam do autobusu i coś tak mi nie za bardzo zaczęło pachnieć, dochodząc do firmy już wiedziałam co się stało mój ukochany wysikał mi sie na kurtkę… Cały dzień księgowa z sekretarką szukały źródła zapaszku kotka- całe szczęście nie wpadły na to że to moja kurtka 🙂

  2. admin mówi:

    Marylko! Twój kizior cię kocha zaborczo i zdecydowanie nie chciał, abyś szła do pracy. Poczuł w niej rywalkę i chciał cię przekonać perfumą, co tracisz… Wydaje mi się, że chciał dobrze :). Ale wyobrażam sobie twojego „stresa”, gdy tak nowe koleżanki chodzą i wąchają, by odnaleźć źródło pachnidła. Mam nadzieję, że dla niepoznaki chodziłaś razem z nimi i z równym oburzeniem wąchałaś kąty…

  3. Marylka mówi:

    Całe szczęście więcej osób w pracy ma kotki więc jeśli były jakieś podejrzenia to nie tylko w stosunku do mnie ;P
    Ale rzeczywiście stresem jest jeśli przyprowadza się do siebie gościa nie wiedząc czy kotek akurat nie był zły na mnie i czegoś nie przeskrobał..
    P.S. Goniąc króliczka pochłonęłam w ekspresowym tempie, teraz koleżanki z pracy czytają 🙂

  4. admin mówi:

    No właśnie… I nie wiadomo, kto będzie miał większa traumę: właściciel, czy gość. Ino zwierzak pozostaje zadowolony, bo dał upust buzującym uczuciom lub kiszkom. Eeech, takie życie, no nie?…

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats