Z życia redakcji 2 | Goniąc króliczka
admin

26 lipca 2008

Nie ukrywam, że od powrotu z Gdyni/Rewy jestem na diecie kapuścianej. No wiecie: pierwszy dzień zupka i owoce (najlepiej arbuz), drugi dzień zupka i warzywka, itd. Każdy, kto się katował tą dietą wie, że jest, przede wszystkim, mocno moczopędna. Nic więc dziwnego, że wczoraj, gdy w drodze do redakcji miałam sto spraw do załatwienia, poziom wody w moim organizmie nie pozwalał mi już mrugać powiekami. Co mrugnięcie, to ucisk na pęcherz. Pierwsze co zrobiłam wpadając do redakcji, to dziarski truchcik w stronę łazienki. Agnieszka myła naczynia, interesujące mnie oczko było wolne. Uff….

Sikałam i sikałam – z satysfakcją poinformowałam Agnieszkę wychodząc z kabinki.

W drzwiach łazienki stał skonfundowany Krzysio.

Jak dla mnie, to za dużo tu intymnych wyznań – wymamrotał i wycofał się.

Łazienkę mamy koedukacyjną, trochę jak w Alli McBeall. Na wprost drzwi wejściowych jest kabinka dziewczęca, na prawo kabinka dla chłopczyków. Kiedyś mój Szef zaprosił nas (mnie i Milenę – bo tylko my akurat byłyśmy w redakcji) do chłopczykowej kabinki, bo z niej był lepszy widok na latającego szrotówka. Szef z zawodu jest biologiem i ma zdrowy odchył na sprawy ekologii. Chwała mu za to. I najwyraźniej korzystając z kabinki, zerknął w okienko i zobaczył szrotówka. To taki mały robaczek, który zabija nasze kasztanowce. Musiał się tym z kimś podzielić i padło na nas.

Widzicie? – pytał, gdy skupiliśmy się w trójkę między sedesem, a oknem.

Widzę! A to szkodnik! – stwierdziła Milena z przejęciem.

No, dobra. Szrotówek obejrzany, wracamy do pracy. Ja wychodziłam pierwsza, za mną Milena, za Mileną Szef. Przy zlewozmywaku stała Agnieszka ze szklankami i zrobiła oczy, jak spodki.

No, co? Szrotówka Szef nam pokazywał – wzruszyłam ramionami, widząc jej minę.

A Szefa mamy fajnego. Czasami musimy się jednak przed nim sprytnie chronić. Bo lubi wszelkie nowe pomysły, które dla nas oznaczają dużo pracy i zachodu. Każdy z nas ma zboczenie zawodowe: gdy gdzieś wyjeżdżamy, kupujemy od razu miejscowe gazety, by popatrzeć, jak są redagowane, czym żyją, itp. I przywozimy je do redakcji. Od jakiegoś czasu wprowadzamy swoistą cenzurę: oglądamy je skrupulatnie, zanim położymy na redakcyjnym stole. Czy przypadkiem jakiś temat nie zainspiruje Szefa, że oto inni dziennikarze mogą, a my nie? To tak w trosce o nasze okresowe lenistwo i wygodę spokojnego życia. Ale, niestety, wpada na różne pomysły sam z siebie. Zazwyczaj wtedy, gdy jest na urlopie i łowi ryby. Najwyraźniej po kilku dniach oddalenia od redakcji, zaczyna za nami tęsknić i w myślach przydzielać nam nowe, świetlane role. Nie chcę krakać, ale od poniedziałku Szef jedzie na urlop. Z wędkami.



2 komentarze do “Z życia redakcji 2”

  1. Nitencja mówi:

    Mariolko, ty chyba jesteś MASOCHISTKĄ!!! Jak możesz , po tak wspaniałych obiadkach torturować sie .kapustą??!! 😮
    Trzseba dalej podnosić poziom endomorfin i jeść pyyszne rzeczy 🙂 Żyje się tylko raz 🙂
    A tak w ogóle to wpadłam jak śliwka w kompot i ciągle podczytuję bloga ….

  2. admin mówi:

    Nitencjo kochana! Nie przypuszczałam, że zycie może być tak okrutne. Wczoraj była u mnie Guciowa i zrobiłam dla niej pieczone ziemniaki z sosem tzatzyki (podpatrzone w Rewie ziemniaczki z grilla!), pieczoną rybkę z cukinią i… sama nie zeżarłam ani grama! Bo to szósty dzień diety i szkoda było przerwać (4 kg zejszło ze mnie jednakże). Naszły mnie myśli, że to jakaś kara za grzechy. Tak. Jestem grzesznikiem. Na jednej z wystaw Marcin Gorazdowski zamiast cykać pieski, uwiecznił mnie, jak pochłaniam tort. Pytam go potem: czy ja jadłam słonia?! A on podesłał mi link do siedmiu grzechów głównych z podkreślonym OBŻARSTWEM i niewinnym pytaniem: co ma do tego słoń?

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats