Trafiłam fuksa! | Goniąc króliczka
admin

9 sierpnia 2008

Wczoraj, po bardzo długiej przerwie, pojechałam na wyścigi. Gonitwy odbywały się wyjątkowo w piątek, ale miało to związek ze Świętem Konia Arabskiego (w sobotę jest czempionat, a w niedzielę aukcja). W gonitwach brały udział konie przeznaczone do sprzedaży, więc ewentualni nabywcy mogli je zobaczyć w akcji.

No i potwierdziła się reguła, że owszem, mogę wygrywać, ale tylko za stawkę podstawową, czyli za kupon za 2 złote. W trzeciej gonitwie trafiłam fuksa, za którego zapłacili mi 178 zł. Dograłam go  w ostatniej chwili, bo po odejściu od kasy stwierdziłam, że mam porządek z samych faworytów, a nie zagrałam konika, który mi się podobał na padoku. Cyriak mu było i miał nr 4. Wróciłam, postawiłam na 4 i dograłam Bentleya z nr 3, bo jest to koń hodowcy, którego swego czasu poznałam (po kupieniu klaczy arabskiej Elizmy, dowiedziałam się, że jej matka przebywa u pana Duplickiego, więc pojechałam do niego, żeby obejrzeć mamusię mojej arabskiej królewny). No więc koń nr 3 należał do pana Duplickiego. Dograłam go przez uprzejmość, a potem zobaczyłam w programie, że jedzie na nim nieznany dżokej o nazwisku Krowicki.

Patrz, jaka idiotka jestem! – stukałam się z rozpaczą programem w czoło. – „Krowa” jedzie na koniu! Patrz i nie rób tak nigdy!

Była ze mną Justyna, która na wyścigi pojechała pierwszy raz. Konie typowała fantastycznie, szybko trafiła porządek, ale potem zrobiło się mocno fuksiarsko, więc było trudno. W pierwszej gonitwie było pechowo, bo spadł dżokej z naszego faworyta.

No i w trzeciej gonitwie konie pobiegły. Bentley pod „Krową” wyrwała z mety do przodu. Ot, pewne było, że nie wygra, bo kto tak forsuje konia od samego startu. Komentator z pewnym lekceważeniem relacjonował:

Bentley prowadzi… Bentley jeszcze w czołówce… Bentley…. Bentley…

Ale od momentu, gdy do celownika zostało 400 metrów, relacja sprawozdawcy zaczęła wyglądać tak:

Jeszcze czterysta metrów, a Bentley nie słabnie! Wychodzą na prostą… Bentley! Bentley prowadzi! Obok finiszuje Cyriak! Bentley, za nim Cyriak!!! Bentley!!! I Bentley pierwszy na celowniku, za nim Cyriak!

No i wtedy wydałam z sobie osławiony na Służewcu ryk zwycięstwa i wykonałam kilka hiphopowych figur. Potem wyrwałam sobie trochę włosów z głowy, bo gdybym była trochę bardziej uprzejma i zagrała na Bentleya zwyczajny (czyli na pojedynczego zwycięskiego konia), zapłaciliby mi prawie 450 zł. Tak, bo Bentleya nikt nie grał. A szkoda, bo ten koń biegł tak, że czapki z głów panowie! Fantastycznie walczył i pokazał klasę.

Potem trafiałyśmy jeszcze ze dwa porządki, ale ja się rozochociłam i grałam już niemal kombinacje alpejskie za… powiedzmy więcej niż dwa złote, więc zaczęłam przegrywać. Trudno. Nauka płynie oczywista: mam grać za 2 złote, i tyle!

Wracając musiałam wstąpić do McDonalds i kupić mcnugets. Bo to rytuał. Zawsze, gdy wygrywam, kupuję mcnugets. I jeszcze muszę je zjeść. Zdrowie stracę przez te wyścigi! Jeszcze nie odważyłam się naruszyć rytuału, bo lubię wygrywać. Nie wiem co będzie, jeśli McDonalds, na przykład, splajtuje. Ale bachor się za to ucieszył, bo przywiozłam mu frytki i jakieś tam bigmacki czy coś (nie powtórzę, bo składał zamówienie przez telefon, a ja tych świństw nie jadam).

Kurcze! Fajnie było znowu zobaczyć i usłyszeć galopujące konie! Jak ja kocham wyścigi!



4 komentarze do “Trafiłam fuksa!”

  1. bachor mówi:

    Frytki były zajebiste! Muczos graczjas mamą! 🙂

  2. admin mówi:

    Nie używaj brzydkich wyrazów Karolku!

  3. Tina mówi:

    Hehe, jak ja was uwielbiam 😀 !

  4. admin mówi:

    Z wielką wzajemnością moja prawie adoptowana ukochana córko!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats