Duchowa siostra | Goniąc króliczka
admin

19 sierpnia 2008

Bachor znowu pojechał do szpitala (na rehabilitację), a ja czekam na kolejną partię gości. Jeszcze dziś wieczorem przyjedzie moja bratowa Guciowa z bratanicą Olcią, a w czwartek dojedzie Basia z Gdyni z rodzinką.

Guciowa własnie skończyła remont, wyręczając fachowca. Fachowiec przyszedł pierwszego dnia i robił od 9 do 11.30, drugiego dnia od 10 do 12, a trzeciego dnia już nie przyszedł. Co znamienne, rozstawił swoją torebeczkę ze szpachelką, wałeczkiem, pędzelkiem i bucikami na zmianę. Codziennie pytam Guciową:

A po torebkę przyszedł?

– Nie przyszedł!I

I nie wiem czemu, mamy z tego wielką frajdę i rechoczemy jak głupie.

Guciowa remontowała więc dom sama, z moim bratem, zna się już na szpachlowaniu, przecieraniu, gruntowaniu i malowaniu. Trzy tygodnie im to zajęło.

W całym tym wakacyjnym pędzie, codziennie przy życiu i zdrowych zmysłach trzyma mnie Wiola, moja duchowa siostrzyczka. Nigdy nie miałam siostry, ale z Wiolą, to jakbym miała. To absolutnie cudowny człowiek, o wielkiej wrażliwości i szlachetnym sercu. Gadamy codziennie przynajmniej godzinkę. Wiola właśnie opowiedziała mi historię z wczoraj.

Niedawno razem z Piotruniem, jej mężem, kupili sobie… HUMMERA! Kurde! To samochód, który robi na ludziach piorunujące wrażenie. Wiem, bo przejechałam się nim, a właściwie byłam wieziona przez Piotra, bo ja bym się bała siąść za kierownicą tego cuda, że może coś dotknę i zepsuję. I tak, jak w sztuce króla „gra” cała jego świta, tak HUMMERA w życiu „grają” przechodnie, którzy na widok tego zjawiska po prostu stają i patrzą.

No więc Wiola robiła wczoraj zakupy w sklepie, a że zrobiła jej się opryszczka, kasjerka była nieuprzejma, opryszczka w tym momencie pękła – Wiola miała wszystkiego dosyć. Parła z koszykiem do samochodu jak buldożer, a tu kloszard łapie ją za rękę.

Nie dziś! – krzyknęła rozpaczliwie, bo pomysłała, że zaraz kogoś zabije i szkoda by było, żeby trafiło na i tak okrutnie doświadczonego przez los człowieka.

Ja nie chcę pieniędzy, tylko coś do jedzenia – usłyszała za plecami.

Dotarła jak burza do samochodu, powrzucała zakupy, a do reklamówki zapakowała połowę zakupionych wędlin i bułek. No i latała jak głupia po całym placu supermarketu, z rozwianym włosem, opryszczką, z tymi piorunami w oczach i szukała bezdomnego. Nigdzie go nie było. Ale biegała dotąd, aż go znalazła.

– Siedział schowany za śmietnikiem, w porwanych butach – opowiadała ze ściśniętym gardłem.

Dała mu prowiant i chciała uciec, żeby nie słyszeć podziękowań. Ale kloszard biegł za nią, dziękował, a ona uciekała i krzyczała, żeby tego nie robił, więc tak sobie pobiegali. Wiola dotarła w końcu do HUMMERA… i kopnęła go. Nie kloszarda, HUMMERA.

Sprzedaj go! Już mnie nie cieszy – zakomunikowała Piotrowi w domu.

Cała Wiola. MOJA SIOSTRA. Wiola także hoduje pomeraniany i ma jedno marzenie: oby ta rasa nie stała się tak popularna jak jorki. Bo to dla tych wyjątkowo wrażliwych i uczuciowych piesków byłoby prawdziwym nieszczęściem.

No dobra, muszę kończyć. Zbliża się pora codziennego ględzenia z Wiolą. Jak się nie wygadam, to pęknę. No wiecie: czasami człowiek musi, inaczej się udusi…



Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats