Pan Bóg mnie kocha:)) | Goniąc króliczka
admin

23 marca 2011

Jadwiga wytrzymała tylko parę godzin.

- Nie przyzwyczajaj się tylko – wysyczała w słuchawkę. I po namyśle dodała: – I dbaj o niego!

Cholera! Już widzę, że gdybym chciała zatrzymać Adasia na dłużej, to jak nic Jadwiga przyjedzie z odsieczą i odbije go.

- Bo żeś się wczepiła w niego pazurami! – warknęłam zniechęcona, bo co tu dużo gadać: już zaczęłam się przyzwyczajać. Człowiek do dobrego jednak szybko się przyzwyczaja.

Powiem uroczyście jak niezapomniany Pawlak w „Kochaj albo rzuć”: … nadejszła wiekopomna chwila… Adaś przyjechał do mnie na parę dni i doprowadza mój dom do statusu ekskluzywnej rezydencji, w której okna błyszczą, firanki pachną świeżością, a w podłogach można się przeglądać. Do tej pory tylko Jadwiga korzystała z jego niesamowitego hobby: Adaś uwielbia robić porządki, gotować, pucować. Jest jak osobisty sekretarz najwyższej próby. Pamięta o wszystkim robi listę zakupów, przypomina o umówionych spotkaniach, dba o psy. Mamy już długa kolejkę chętnych do sklonowania Adasia. Gdziekolwiek Adaś się pojawia, za jego plecami rozlega się podniecony szmerek: „To TEN Adaś!”. Po wielomiesięcznych podchodach udało mi się zabrać Adasia na parę dni do mnie! Zaraz wieczorem zadzwoniłam do Jadwigi:

- Czy już leżysz w depresji i ssiesz kciuk z rozpaczy? – zapytałam wrednie, rozparta w fotelu.

Jadwiga powiedziała coś niecenzuralnego i od razu wyrwała z głupimi pytaniami, kiedy Adaś wróci. Wolałam szybko skończyć rozmowę, bo zeszła jednak na niebezpieczny tor. Jak znam Jadwigę, w chwili furii przyjechałaby i Adama odbiła. Krótka piłka.

Wracam ci ja wczoraj z pracy do domku i od progu wita mnie zapach płynu do mycia okien. Na podłodze ani jednego kłaka! Kominek lśni, ani śladu kurzu! Moje papierzyska uporządkowane leżą i nie straszą. Adaś zadowolony mruczy pod nosem jakieś przeboje i pucuje brodzik. Od razu poczułam, że życie jest piękne, a ja jestem szczęściarą.

- Adasiu, kreweteczki może zjesz? – zapytałam usłużnie gotowa przychylić mu nieba.

- Eeeee, robaki? – wzdrygnął się Adaś.

Zapodałam pieczoną goloneczkę i duszoną cukinię.

Pan Bóg mnie kocha!

Trochę jestem tylko połamana, bo chyba rwa kulszowa mnie dopadła. Może po wywijańcach na jubileuszu Tygodnika Siedleckiego? Ależ się wytańczyłam! Było cudownie!!!! Ale, kurde, ominęła mnie cudna scena. Nasz dawny kolega Józio rozmawiał już pod koniec imprezy z Tomaszkiem. Nagle podchodzi Justyna, a Józio mruga, mruga i pyta z uśmiechem:

- To twoja żona?

Tomuś, zatwardziały kawaler miał tak szampański i kozacki humor, że potwierdził:

- Taaak….

Józio zaczął dociekać:

- A czemu wy, z Tygodnika, bierzecie sobie większe od siebie żony?

Justyna poczuła się w obowiązku wytłumaczyć:

- Bo ja mu wszystko wyjadam – stwierdziła uprzejmie.

W tym momencie do Justyny podszedł Boguś, jej mąż, i podał jej na zmianę wygodniejsze buty.

- Przepraszam – Justyna grzecznie zwróciła się do Józia – ale mój kochanek lubi o mnie dbać.

Odeszła kulturalnie z Bogusiem, a Józio nie mógł się nachwalić zdrowych i cywilizowanych relacji panujących w naszej redakcji.

* * *

No to ja sobie odpoczywam. Rwa mnie rwie, ale Adaś osładza życie z nawiązką. Dzisiaj zapowiada, że zgrabi ogródek… Pan Bóg NAPRAWDĘ mnie kocha…



Dodaj komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing


FireStats icon Działa dzięki FireStats
  • superplus