Baśka miała fajny ślub! | Goniąc króliczka
admin

7 września 2008

No, dobra. Dawno temu zapowiedziałam Baśce, że na jej ślubie to się urżnę w pesteczkę, stoczę pod stół, a jak będzie mnie chciała wyciągnąć, to zacznę kopać. Zapowiedzi nie zrealizowałam ku jej wyraźnej uldze, ale niezadowoleniu Krzysia, który liczył na atrakcje. Niemniej powinien być w jakimś stopniu usatysfakcjonowany, bo właśnie Ola demonstrowała mi, co weselna kamera uwieczniła…

Otóż: robiłam „jaskółkę” z weselnym tortem w ręce w kilku ujęciach: na prawo, na lewo i niemal na plecach; wymusiłam na Guciowej solówkę taneczną, przy której mało nie zemdlałam ze śmiechu; chodziłam z ponurą miną za bachorem, który był drużbą i mamrotałam mu w garnitur na plecach, zainspirowana kazaniem o Kanie Galilejskiej:

Synu… wina zabrakło! Na moim stole.

Bachor wino donosił, więc nie wiem, czemu pogróżek o polegiwaniu pod stołem jednak nie zrealizowałam.

Acha. Jeszcze walczyłam z szerszeniem. Jak Boga kocham! W Dębowym Dworku, gdzie odbywało się wesele, także przyleciały chłopaki szerszeniowe, zapewne wygonione z gniazda (jak te moje, na Smoczym Polu – patrz wpis wcześniej).

Tłukły się pod sufitem w ilości sztuk dwóch. Ganiałam jednego hiszpańskim walchlarzem w kolorze bordo i chciałam go zatłuc, krzycząc:

Za moje bzy! (też patrz wpis wcześniej)

Niestety, dałam też plamę, bo nie chciałam oddać pana młodego w tańcu, co to go można było wykupić. Tego pana młodego. Stuka mnie w ramię moja bratanica Ola, a ja zamiast się taktownie odsunąć, ryknęłam podejrzliwie:

Wykupiłaś go?! A za ile?!

I tak jestem przekonana, że dałam więcej, ale presja społeczna wydarła mi Krzysia z rąk. A potem się obudziłam w domu.

Wesele było cudne. A Baśka była najpiękniejszą panną młodą, jaką widziałam w życiu! Ona na co dzień nie robi makijażu. Ma śniadą skórę, czarne oczy i ciemną ich oprawę. Ale teraz, gdy miała piękny ślubny makijaż, wyglądała jak Królewna Śnieżka Disneya. Wesele i tak byłoby udane od samego patrzenia na nią. W białej sukni i króciutkim weloniku była zjawiskowa! Jej mama Ewa – kobieta wolna, odjazdowa i kochająca życie – zrobiła sobie na swoich szpakowatych włosach „irokeza” lśniącego od brokatu. „Irokez” i elegancka jedwabna suknia, nadawały jej niepowtarzalnego uroku. Piszę o tym, bo wyszła zabawna sytuacja w kościele.

Mój bachor Karolek wrócił ze szpitala w Lublinie (był na rehabilitacji) z nowym kolczykiem w języku. Pierwszego zamontował sobie w USA, a ja dowiedziałam się o nim przez czysty przypadek. Ten drugi też był przekuwany w wielkiej tajemnicy. No, ale nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. Chodzi o to, że gdy
po przysiędze małżeńskiej ksiądz dawał młodym, drużbom i rodzicom komunię, oczywiście musiał nim wstrząsnąć widok wysuniętego języka z dwoma kolczykami. Efekt znam z opowiadań Ewy, która stała w kolejce tuż za Karolem.

Ksiądz się zawahał i zrobił lekkiego zeza. Popatrzył z rozpaczą przed siebie, a tu jeszcze stoi stara baba z „irokezem” – opowiadała Ewa współczująco.

No, dobra. Teraz kończę. Idę pokontemplować trochę to nagranie. Nie wiem czemu, ale mam jakiś lekki niepokój…



4 komentarze do “Baśka miała fajny ślub!”

  1. Marek Zaczyński mówi:

    haha Mariola, najpierw kolczyli potem tatuaze hahah 😀 buziaki sciskam was mocno!

  2. Ewa Sarnie Oczy mówi:

    Na ile znam Bachora tatuaże nie wchodzą w grę! Ale może się mylę , czas pokaże mi tatuaże. A tak w ogóle to nie mogę doczekać się jakichkolwiek zdjęć z T E G O Ś L U B U !!
    Przeglądam codziennie skrzynkę i nic! Chyba się do Was wybiorę z pędrakiem. Ucałowanka Mama Ewa Irokez.

  3. Ewa Sarnie Oczy mówi:

    Ale się porobiło! Mam już pierwsze zdjęcia. Pooglądałam i pochwaliłam się nimi w pracy. I usłyszałam : ale ty jesteś odważna żeby się TAK!!! uczesać! I wpadłam w czarną rozpacz! Siedziałam i myślałam: a może ja tej Córce Baśce zrobiłam przykrość tym moim uczesaniem , to przecież Jej święto. Tak myślałam, myślałam i mi przeszło. Przecież , chyba przez tyle lat one – te Moje Dzieci przyzwyczaiły się do moich niekonwencjonalnych zachowań. I nic nie mówiły . Widocznie choć trochę akceptowały. I jeszcze coś. Prawie od każdego , każdej napotkanej osoby słyszę: no wreszcie córkę masz z głowy. Wprawiło mnie to w osłupienie. Przecież ja córkę mam z głowy odkąd wyprowadziła się z domu, ma dobrą pracę , zarobki, dom. Okazuje się , że powinnam trząść się jak galareta , że jeszcze nie wyszła za mąż!!! Ludzie ! tłumaczę każdemu z osobna że mnie jest obce takie podejście do spraw małżeństwa mojej córki – czym z kolei wprawiam w osłupienie moich rozmówców. I znów myślę sobie że to ja jestem pokręcony odpał. Nie, nie, nie jestem „Barchanową Babą”. Mnie z tym dobrze i niech tak zostanie! Mama Ewa Irokez

  4. admin mówi:

    Gdyby Baśce przeszkadzał twój „irokez”, to z pewnością by ci powiedziała. A ty wyglądałaś wspaniale! I zostań taka, jaka jesteś. Howg!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats