Śmierdziel | Goniąc króliczka
admin

2 października 2011

No i znowu muszę się kajać i obiecywać, że się poprawię. A to czas zwariował, nie ja! Przecież byłam w międzyczasie nad morzem, zapisałam kupę kartek… No, nie miałam czasu tu zaglądać, sorry!

Na ostatniej sesji rady Miasta ktoś wyciął taki numer, jak kiedyś mój pies na konferencji prezydenta Siedlec. Mianowicie na tej tejże konferencji, moja Clarabella, którą musiałam zabrać do doktora, więc poszła od razu ze mną na konferencje prasową – po cichutku puściła bąka. Siedziałyśmy na szczęście na końcu, żeby nie wzbudzać sensacji (no wiecie, pani z pieskiem i takie tam), ale Aneta ze SPINU czujnie spojrzała w naszą stronę i nawet lekko się zarumieniła. Zakłopotana była. Zaczęłam więc dawać jej dyskretne znaki, że to nie ja. Kiwała głową jeszcze bardziej zakłopotana: tak, tak, nie przejmuj się. To naprawdę była niezręczna sytuacja!

A na sesji siedzimy sobie jak zwykle w kącie szyderców i patrzymy, jak po tradycyjnej przerwie w obradach zmierza do nas Mazzi z Radia dla Ciebie. I nagle z twarzą Mazziego robi się coś dziwnego. Zawsze pogodna i uśmiechnięta wykrzywiła się nagle tak, że nos niemal dotknął mu ucha. My w rechot, a Mazzi tłumaczy:

- Ale tam śmierdzi!

Nikt mu nie uwierzył, bo Mazzi krzywił się niedaleko nas, a my nic nie czuliśmy. Zaraz jednak na salę wszedł skarbnik miasta. I powtórzył gest Mazziego. Zamknął się jakoś w sobie, wytrzeszczył oczy i rozejrzał się w koło tak, jakby chciał kogoś zabić.  Ryknęliśmy takim śmiechem, że dobrze, że nas z obrad nie wyrzucili. Aneta przytomnie zauważyła:

- Przecież Mariola nie ma psa…

No i znowu ryczeliśmy. A ten „śmierdziel” był jakiś dziwny, okazało się. Nie wędrował, tylko stał w jednym miejscu. Przepraszam, że dziś o takim niewybrednym temacie piszę, ale jak się ma do czynienia z takim fenomenem… Nie to, żebyśmy zaraz tropili, kto śmierdziela uczynił, nic z tych rzeczy! Niech sobie pozostanie tajemniczy… Ale kłopot był.

A na konferencje już nie chodzę z psami. Nieobliczalne są. :)))



8 Odpowiedzi do “Śmierdziel”

  1. Ewa mówi:

    Musiał być gęsty, skoro nie rozszedł się po całej sali…

  2. beata mówi:

    Olga i ja też poczułyśmy :D Zapytałam zatem Olgę co o tym wszystkim sądzi i czy ma jakieś podejrzenia a ona na to, że to chyba komuś (oczywiście nie napiszę Ci tutaj komu) śmierdzi z ust. Można to i tak nazwać, że to były usta… :D

  3. Kasia Hordyniec mówi:

    Jak widać, nie tylko psy nieobliczalne. Może ktoś przyniósł ze sobą zakupy a tam ser śmierdzielowaty? Ja tak kiedyś jechałam z serem francuskim z Polski do Irlandii i do tej pory mi jedna książka nim śmierdzi. A o tym, jak mnie współpasażerowie nie lubili pisać nie będę.

  4. admin mówi:

    hehehe… Kasiu, odłożyłam kiedyś dojrzewający ser francuski do szafki, żeby w ciepełku doszedł… I zapomniałam o nim. Ile razy ja sprawdzałam,czy gdzieś mi psy nie utkały jakiegoś skarbu odkopanego w ogrodzie:)) A jak znalazłam ser, byłam taka szczęśliwa, że tak dojrzał!

  5. admin mówi:

    Beata!:))))) Jak ja się teraz mam podnieść z ziemi ze śmiechu?!:))) Usta! Dobre sobie!:)))

  6. admin mówi:

    Ewa, to był jakiś fenomen! No wisiał w miejscu na gęsto! Masakra!

  7. Marian Czarnocki mówi:

    Dołożę coś o swojej przygodzie… To było około 1997-go roku. Akademia Podlaska. Zbliża się koniec roku akademickiego, na stoliku leży moja książka, zresztą jak na tematykę – bardzo ciekawie napisana, tytuł – Filozofia. Obok mnie siedzi koleżanka (miła). Zainteresowała się książką – Pożyczysz? Pożyczyłem (przecież też jestem miły…). Minęły wakacje.Kolejny semestr. Spotykamy się, koleżanka zwraca mi książkę. Książka cuchnie jak stara zepsuta ryba (najlepsze porównanie). – Co się stało? – pytam. Nie pamiętam dokładnie jej słów, ale brzmiało to mniej więcej tak: – Przed wakacjami wróciłam do domu, wrzuciłam do szafy torebkę z twoją książką i… na wakacje! Później ja do szafy, po książkę… No właśnie, jak sądzicie, co przytrafiło się mojej koleżance? Skąd wziął się ten zapach? Już? Macie propozycje? Kto zgadł? Nie, nie, zła odpowiedź, z szafą wszystko w porządku, z ciuszkami w szafie też… Tylko ta niezjedzona kanapka, która była w torebce razem z książką, a o której całkiem zapomniała wrzucając torebkę do szafy moja miła koleżanka. A później ileś czasu książka w jednej torebce z kanapką… To zdarzenie, jak wyżej wspomniałem, było już dość dawno, ale, jeśli mnie pamięć nie myli, to koleżanka tę torebkę wyjęła dopiero po wakacjach)… Zdaje się też, że tego dnia, kiedy koleżanka oddała mi tę książkę, w czasie zajęć włożyłem ją do swojej teczki i z kolei ode mnie rozsiewały się te che, che, feromony, a ja nieswojo się czułem jako ich źródło… Pozdrawiam.

  8. admin mówi:

    Hahahaha:))) kanapka zapewne była z tuńczykiem:))) Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing


FireStats icon Działa dzięki FireStats
  • superplus