Moje girlaski | Goniąc króliczka
admin

9 października 2008

Po rocznej przerwie wróciłam na moje taneczne zajęcia! Przerwa była wymuszona operacją przegrody nosa. Była obawa, że któraś z moich współtancerek może mnie, za przeroszeniem, pierdyknąć łokciem w nos (niechcący) i diabli by wzięli misterną robotę Grażynki Kadej, która mnie po mistrzowsku zoperowała. Obawa słuszna ze wszech miar, bo gdy się zaczyna tańczyć hip hop w wieku dojrzałym, to trzeba się liczyć z pewną nieskładnością gestów.A my tańczymy hip hop i jazz!

Tancerki, czyli girlaski z mojej grupy, to laski w wieku od 30 do 50 lat. Nauczycielki, lekarki, dziennikarki, menedżerki, wizażystki, księgowe, pielęgniarki. Walimy hip hopem po oczach, aż się kurzy. Te bardziej ambitne robią nawet szpagaty na zakończenie układu. Ale, co ja gadam: wszystkie są ambitne.

Zosia kazała przekazać, że nie da się wygryźć – poinformowała nas kiedyś Bożenka, gdy Zosi nie było przez kilka zajęć z powodu choroby.

Dlatego w układzie przez kilka tygodni była dziura, bo żadna nie chciała być posądzona o wygryzanie Zosi.

Old Girlaski występują publicznie, także na Mistrzostwach Polski (w kategorii seniorów oczywiście). Zawsze przed występem walimy cichaczem po kieliszku żołądkówki. Tak, dla odwagi. I przygody. Ostatni raz tańczyłam z dziewczynami na Jackonaliach (studenckie święto). Strasznie się wtedy posypałyśmy. Dobrze, że miałyśmy tę żołądkówkę. To, co zostało, poszło na osłodzenie porażki. A potem dziewczyny z uporem stały pod sceną i domagały się głośno:

Chcemy poprawić!

Nie dali nam.

Moje girlaski zrobiły mi niespodziankę i… zatańczyły na moim wieczorze autorskim! Mało się nie popłakałam. Przygotowały specjalny układ. Wzbudziły taką furorę, że gdy teraz przyszłam po tak długiej przerwie, okazało się, że w zespole jest kupa nowych babek. Wszystkie były na moim wieczorku. Ha!

Zaraz muszę poćwiczyć nowe kroki. Normalnie tego nie robię: ćwiczenia w domu. Też coś. Ale nasza genialna choreograf Małgosia przygotowała układ z krokami od irlandzkiego tańca (wiecie: te przytupy i wymachy nóżek). I niestety, liczenie dobywa się tak:

Prawa, lewa, haczyk, lewa, prawa, haczyk, lewa, prawa, haczyk, haczyk, prawa, lewa.

Zgroza! Pisałam już o moim mózgowym defekcie w kwestii „prawo – lewo”. Dziś wiem, że pan Bóg po prostu n ie chciał, żebym tańczyła irlandzkie tańce. Ale, niczym Zosia – nie dam się wygryźć! Poćwiczę. A nóż widelec wyjdzie?



6 komentarzy do “Moje girlaski”

  1. Tina (Bachor żeński) mówi:

    Extra,że tańczysz znowu! Trzymam kciuki i musze to kiedys zobaczyc na własne oczy! 😀

  2. lucyolejniczak mówi:

    Z tymi haczykami, to sama się pogubiłam podczas czytania. Co tu mówić dopiero o tańcu 🙂

  3. admin mówi:

    Bachorku kochany, jak przyjedziesz to ci chociaz te irlandzkie kroki pokażę. A tak na marginesie: dziewczyny trzymały moje miejsce (prawa strona pierwszego rzędu)! Czyż nie są kochane???? No i super znowu je widzieć.

  4. admin mówi:

    Lucy! Nie mogę wykluczyć, że haczyki mi się poplątały, bo jak słyszę prawo – lewo, to coś mi się robi z percepcją. I tak dobrze, że fikam jak popadnie, bo zazwyczaj mam ochotę przystanać i korzystać ze ściągawki manualnej: prawo to rączka, którą piszę, lewo, to rączka, którą nie piszę…

  5. jarek olszewski mówi:

    jakby nie wiek i masculinum chętnie bym haczyk,haczyk…
    pozdrawiam

  6. admin mówi:

    Bo to chodzi o to, że by się w tym lewo prawo nie pogubić, a haczyk, haczyk to już samo wychodzi. Też pozdrawiam!

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats