Ania W. | Goniąc króliczka
admin

4 września 2008

Moją duchową siostrę Wiolę już znacie. To ta kopiąca Hammera. Bratową Guciową też. To ta od bokserki z podpaską. Basię z Gdyni także. To ta od Chryslera kupionego po drodze i potłuczonych kubeczków. Anię, drugą żonę mojego pierwszego męża również. To ta od Jasia, brata Karolka i szalenie czystych podłóg.

No, to czas na moją przyjaciółkę Anię W.! Ania jest pisarką, która tworzy tylko do szuflady. Wyobraźcie sobie, że nawet JA nie dostąpiłam zaszczytu przeczytania jej dzieł. Nie nalegam, ale ciekawość mnie zżera. Ania w miniony weekend wydała jedyną córkę Karolcię za mąż. Cudne to było wesele. Piękna Karolcia przez lata całe odmawiała oficjalnego założenia obrączki, co wprawiało w cierpienie jej wyjątkowo uporządkowanego narzeczonego Kubę. Karolcia to błyskotliwa kobietka o wielkim umiłowaniu wolności, choć Ania uparcie twierdziła, że Karolciowy opór przeciw instytucji małżeństwa, to jej, Ani, wina. Ale, Ania, zawsze o wszystko sie obwinia.

I, oto, po latach namowy Karolina uległa i zgodziła się wyjść za Kubę, a szczęśliwy Kuba tuż po przysiędze małżeńskiej mial wypisane dumnie na twarzy:

Nareszcie mam papier!

Ania i jej mąż Waldi sprawiali przed kościołem wrażenie pary potępieńców.

Wyglądają, jakby dali sobie po razie – z niepokojem ocenił Jacuś, przyjaciel rodziny.

Ania nieprzytomnie mamrotała mi do ucha:

– Ciesz się, że masz syna, to pewnie inaczej. Ciesz się, że masz syna.

Nie wiem, co miała na myśli.

Z Anią chodziłyśmy razem na uduchowiające kursy. I nigdy nie kończyły nam się tematy. I zawsze mogłam na nią liczyć. Kiedyś, gdy mój ówczesny nie mąż (już pisałam, że za drugiego i trzeciego męża nie wyszłam za mąż) miał służbę, Ania zadzwoniła, tak gdzieś po 22. Bo też była na ten czas słomianą wdową.

A, Waldi pojechał właśnie do Zamościa – westchnęła.

No, to miałyśmy czas pogadać! Nie wiedzieć czemu, nasze chłopy niechętnie patrzyły na nasze szeptania i wielkie tajemnice. Poruszyłyśmy jeden temat, drugi temat, trzeci temat… W połowie kolejnego zdania, ktoś zaczął natarczywie dobijać się drzwi Ani! Oczywiście, bardzo się zdenerwowałyśmy, bo kto może tak walić w środku nocy?! Ania niepewnie odłożyła słuchawkę i poszła wyjrzeć przez wizjer. Po chwili usłyszałam odgłos otwieranych drzwi i zdumiony okrzyk Ani:

Waldi? A co ty tu robisz? Przecież jechałeś do Zamościa!

Jechał. Dojechał i wrócił. Okazało się, że dochodzi 5 rano. Jakoś nie zauważyłyśmy upływu czasu.

Czy on zawsze musi nam przerywać w środku zdania?! – syknęłam niezadowolona, bo wątek mi uciekał.

Faceci, to jednak nie mają wyczucia!
Ania, niestety, wyprowadziła się do Warszawy. Strasznie brakuje mi rozmów z nią, tych wspólnych kursów i przegadywania każdej sprawy. Chciałabym, aby poznały się z Wiolą. Mają podobne dusze.

Zdążyłam ją za to poznać z Małgosią, scenarzystką. Małgosia też robi cudne numery. Ostatnio, gdy odlatywały z córką na wycieczkę do Maroka, była pewna, że biuro podróży zbankrutowało, przy czym zdążyło o tym powiadomić wszystkich, oprócz niej. Bo na lotnisku o 6 rano z całej nwycieczki były tylko ona i jej córka Marta. Samolotu też nie było. Małgosia jeszcze o 3 rano pisała odcinek do serialu, potem zerwała Martę z łóżka, a Maćka (męża) w uniesieniu obsztorcowywała, że zaraz się spóźnią. Na lotnisku wykonała kilka telefonów, brutalnie budząc ludzi i pytając o bankructwo biura. I co się okazało? Wycieczka wylatywała następnego dnia. Małgosia się nieco pospieszyła.

Marta mnie nienawidzi – opowiadała zduszonym szeptem, kryjąc się przed córką przez resztę dnia.

Ale, o Małgosi, to oddzielnie napiszę.



Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.


FireStats icon Działa dzięki FireStats